Poczułam jak Rayne depcze mi pięty, na szczęście uporałam się z wydostaniem z budynku, zanim zaczęłam płakać.
- Tak bardzo mnie zażenowali, mam tego dość. – płakałam, a Rayne pociągnęła mnie do uścisku.
- To są palanci, którzy bardzo Cię kochają i denerwują – powiedziała wywołując u mnie śmiech.
- Wygłaszają mi kazanie jak to oni zabiją faceta, który mnie skrzywdzi, ale tak naprawdę to oni są jedynymi, którzy mnie krzywdzą. – burknęłam wycierając twarz. - Czy wyglądam okropnie? – spytałam Rayne.
- Powiedzmy – uśmiechnęła się.
Zaśmiałam się znów ją przytulając. Pogłaskała skórę wokół moich oczu, ścierając rozmazany tusz i poprawiła mnie z odrobiną pudru i różu.
- Nie mogę tam teraz wrócić, zorientują się, że płakałam – westchnęłam i usiadłam na trawie krzyżując nogi.
- Um Kyah – powiedziała Rayne i kiwnęła za mną.
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że okna od bufetu były bezpośrednio za nami, około dwadzieścia jardów. Stolik moich braci był przy oknie. Wyraźnie widzieli mnie kiedy płakałam.
- Świetnie – westchnęłam kładąc się na plecach.
- Założę się, że czują się jak gówno – powiedziała cicho Rayne, kładąc się koło mnie.
- I dobrze – fuknęłam.
Leżałyśmy tak chwilę, a następnie usiadłyśmy i spojrzałyśmy na siebie, a zaraz potem przypadkowo upadłyśmy i zaczęłyśmy się śmiać. Strąciłam puszkę coli, którą Rayne trzymała w ręku, na jej nogę, a ta z refleksem kopnęła ją tak, że wylało się trochę na mój top.
Podskoczyłam krzycząc i śmiejąc się równocześnie. Obie byłyśmy w coli i uważałyśmy, że to zabawne.
- Was dwie łatwo rozbawić – powiedział głos z mojej lewej.
Odwróciłam się i zobaczyłam tego chłopaka Jeff’a z Jed’s. Wyglądał na trochę pobitego po walce z Justinem, ale nadal mnie przerażał. Czułam nieprzyjemny ból w brzuchu. Jak mogłam pomyśleć, że był uroczy. On jest straszny. Obróciłam się w stronę okna i zobaczyłam jak chłopcy szybko odchodzą od stolika.
- Odejdź, zanim moi bracia tu przyjdą. – powiedziałam niepewnie.
- A czy ty i ta suka nie zechciałybyście udać się ze mną na przejażdżkę? – uśmiechnął się ironicznie.
- Dante! – Rayne zawołała.
Jeff zaśmiał się. – Co ja bym Ci zrobił, żeby tylko wkurzyć twoich braci i Biebera – mrugnął do mnie i potruchtał w kierunku parkingu.
Usłyszałam jak moi bracia krzyczą niezrozumiałe rzeczy, biegnąc do nas. Justin i Harley nie zatrzymali się przy nas , tylko pobiegli sprintem na parking.
Próbowałam nie histeryzować.
- Nie bijcie się! – krzyknęłam.
Jackson stanął na przeciwko mnie – Nie dotknął Cię, prawda? – spytał nabierając powietrza.
Pokręciłam głową – Nie, po prostu był taki odrażający – powiedziałam, a on westchnął z ulgą przytulając mnie.
Dante najpierw przytulił Rayne, a następnie mnie.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że się trzęsłam. – Oddychaj- szepnął.
Zamknął oczy, a ja wzięłam z niego przykład.
- Miłe, duże wdechy, wiele zimnego powietrza uspokaja, wchodząc do twoich płuc. – wymamrotał.
Kiedy nieco się zrelaksowałam, położyłam głowę na jego ramieniu.
- Nie mogę uwierzyć, że bez powodu nazwał mnie suką. – powiedziała Rayne urażona.
Nie mogłam nic na to poradzić, ale zaśmiałam się z niej, co sprawiło, że ona również to zrobiła.
- Co ci powiedział? – usłyszałam głos Justina za mną.
Odwróciłam się i zauważyłam, że on i Harley szli do nas ciężko oddychając.
Wzruszyłam ramionami – Zapytał nas, czy chcemy się z nim przejechać – zatrzymałam się. – potem powiedział ‘Co ja bym Ci zrobił, żeby tylko wkurzyć twoich braci i Biebera’ .. och i nazwał Rayne suką.
- Zabiję tego skurwie..
- Harley. – powiedział stanowczo Jackson.
Harley spojrzał za siebie i przytaknął, a następnie popatrzył na mnie.
- Przepraszam Kyah za akcję z Jake’iem, jest w porządku? – spytał mnie, a ja kiwnęłam potwierdzająco.
Zahaczył ręce wokół mojej szyi I westchnął. – Moje krwawiące serce wali, strasznie mnie przeraziłaś – wyjaśnił.
Uśmiechnęłam się i wymamrotałam – Przepraszam.
- Szczerze nie sądzę, że mogliśmy szybciej wybiec ze stołówki. – zaśmiał się Justin.
- Przy okazji ten śmiech i ta zabawna akcja z colą była totalnie podniecająca – zaśmiał się Justin, ale za chwilę uzyskał cios w ramię od Harleya.
- Nie każ mi Cie również zabijać – ostrzegł Harley.
Justin uśmiechnął się szeroko i popchnął Harleya sprawiając, że się zaśmiał. Reszta dnia minęła spokojnie, chłopcy już nie wprawiali w zakłopotanie, no może nie tak bardzo. Justin zarówno irytował mnie i rozśmieszał przez cały dzień.
Przedstawiłam ich wszystkich Harry’emu, kiedy wpadliśmy na niego na korytarzu. Był zdenerwowany, ale chłopaki byli dla niego wystarczająco przyjaźni.
Harry, tak jak Justin, jest juniorem i tak jak ja ma skłonności do księgowości, ale wciąż jest niezdecydowany.
* Poźniej tego samego wieczoru *
- Wyglądasz jak mamacita, Kyah – Rayne rzuciła.
- Nie za dużo, jak na kolację? – spytałam.
- Eh nie, potrzebujesz tego, żeby wyglądać na już zajętą ale seksowną, a ten strój to mówi – uśmiechnęła się promiennie.
Zerknęłam w dół na moje czarne - cholernie obcisłe – rurki, uroczy kremowy top, niebieskie szpilki I czarną torbę.
- Twoje cycki bardzo urosły od ostatniego lata, masz przedziałek między nimi – droczyła się Rayne.
- No wiem, jednego ranka po prostu wstałam i nagle były większe – zażartowałam.
Moje włosy upięte były w stylowego, niechlujnego koka, ale pozwoliłam kosmykom grzywki opadać na obie strony policzków. Usłyszałam pukanie do drzwi i rzuciłam okiem na zegarek – wybiła dziewiętnasta.
- Jest punktualny – uśmiechnęła się złośliwie Rayne, a ja zaśmiałam się. – Miłej zabawy – uśmiechnęła się promiennie i klapnęła w dłonie z podekscytowania.
Otworzyłam drzwi ukazując bardzo seksownego Jake’a, który ubrany był, podobnie do Dantego i Justina, w rurki, czapkę ‘ yankee ‘ i kurtkę reprezentacji szkoły.
- Wow – powiedział, kiedy oglądał mój outfit.
- Czy to nie jest za dużo? – spytałam, a ten pokręcił głową.
- Wyglądasz świetnie, nawet lepiej. Zachwycająco. – uśmiechnął się i podał mi dłoń.
Wzięłam ją i zeszliśmy na parking oraz wsiedliśmy do jego Mercedesa.
- To jest piękne – powiedziałam pocierając deskę rozdzielczą.
- Twoje BMW też jest niczego sobie – uśmiechnął się, a ja to odwzajemniam, kiedy on wycofał i ruszył.
Kiedy dotarliśmy do restauracji, w której mieliśmy rezerwację, dostaliśmy wspaniały stolik.
- Wow, co ty zrobiłeś, aby zdobyć ten stolik? – spytałam Jake skanując menu.
- Mój ojciec jest tu właścicielem – wzruszył ramionami.
Pozwoliłam sobie zagwizdać, wywołując u niego śmiech.
- To nie uniwersytet, ale on to kocha – dokuczył.
Zaśmiałam się wracając do menu.
- Nie mam zamiaru udawać, że wiem co tu czytam – powiedziałam.
Jake znów się zaśmiał i wziął menu.
- Co włoskiego lubisz? – spytał.
- Hmm, lasagna. Tak, definitywnie lasagne. – odpowiedziałam.
- Lasagne, to jest to. – uśmiechnął się szeroko.
Podczas kolacji mieliśmy lekką rozmowę połączoną z żartami. Właściwie to dużo się śmieliśmy. To była naprawdę dobra randka.
Kiedy odprowadził mnie do drzwi mojego apartamentu, było trochę niezręcznie. Nie wiesz wtedy, czy na dowidzenia go przytulić czy pocałować.
Jake też to poczuł, ale brnął dalej całując mnie i tym rozluźniając napięcie. Zareagowałam i odwzajemniłam pocałunek, kładąc dłonie wokół jego szyi.
Całował bardzo słodko, kiedy mnie odciągnął i uśmiechnął się.
- Jest za wcześnie, żeby spytać o kolejną randkę? – zapytał.
- Nie – uśmiechnęłam się promiennie.
- Jutro będzie w porządku? – spytał, a ja zmarszczyłam brwi.
- Idę na kręgle z braćmi, Rayne i Justinem – powiedziałam, ale on uśmiechnął się.
- Więc środa? Może obejrzymy film?
- Środa jest w porządku – uśmiechnęłam się.
- Napiszę do ciebie, jeśli nie spotkam cię na kampusie – powiedział i krótko mnie pocałował zanim odszedł.
***
Następny tydzień minął całkiem szybko, spędzałam dużo czasu na wypadach z Justinem i Rayne oraz oczywiście moimi braćmi. Harry również do nas wpadał, co było wspaniałe. Razem z Justinem dużo się uczyliśmy, co rozpoczęło więcej plotek, w które byliśmy zamieszani.
Zasadniczo ludzie myśleli, że spotykamy się, co powodowało zdziwienie bo Justin najwyraźniej nie mieszał się w związki. Raz spotykał się z jakąś dziewczyną i potem przechodził do kolejnej. Więc ludzie byli zdziwieni akceptując fakt, że jesteśmy tylko przyjaciółmi i nie spotykamy się.
Właściwie Date prawie powalił faceta, kiedy ten spytał Justina czy mógłby zrobić mi zdjęcie, ale na szczęście Rayne powstrzymała go, a ja powiedziałam Justinowi, żeby nie pakował się w kłopoty, na co się zgodził i przystało tylko na pogróżkach, które skutecznie odstraszyły faceta.
Sprawy z Jake’iem miały się dobrze. Po wytłumaczeniu mu, że te plotki były nieprawdziwe, był szczęśliwy, że ja z Justinem dalej byliśmy przyjaciółmi. Cieszyłam się z tego powodu, gdyż właściwie razem z Justinem zbliżyliśmy się do siebie po tygodniu i kilku dniach. Prawdopodobnie dlatego, że jesteśmy często ze sobą i teraz jest osobą, która bardzo mnie obchodzi.
* następny tydzień *
- Na razie – uśmiechnęłam się, kiedy Jake kończył mnie całować i odwrócił się idąc holem w stronę schodów.
Właśnie wróciliśmy z naszej piątej randki. Od naszej pierwszej randki minął już tydzień i połowa, a ta randka była wspaniała, pójście na minigolfa było urocze. Uśmiechnęłam się do siebie, biorąc klucze i umieszczając je w zamku.
Otworzyłam drzwi i odskoczyłam z krzykiem kiedy Jackson stał obok nich.
- Jackson – wydyszałam z ręką na piersi.
- Cholernie mnie wystraszyłeś – splunęłam zatrzaskując drzwi za sobą. – Czy ty mnie szpiegowałeś?
- Nie bardzo – powiedział.
- Jak można ‘nie bardzo’ kogoś szpiegować ? – spytałam, a on wzruszył ramionami i zaśmiał się.
- Jesteś niewiarygodny, czasem zachowujesz się jak palant, wiesz? – spytałam, przechodząc obok niego.
- Nie jestem tu po to, żeby cię sprawdzać na randce, przysięgam – powiedział i razem okrążyliśmy zakręt. Justin, Dante oraz Harley stali oparci o róg kuchni, mówiąc coś do Rayne.
- Co do diabła? – warknęłam.
- Czy w tym poszłaś na randkę? – spytał Harley patrząc na moją sukienkę.
Odburknęłam – Nie, właściwie narzuciłam to na siebie, po tym jak skończyliśmy się pieprzyć w jego samochodzie. Wiesz, że chciałam, żeby zobaczył moje tatuaże, to był jedyny sposób. – splunęłam i pomaszerowałam do swojego pokoju.
Krzyknęłam mimowolnie, kiedy na czymś się poślizgnęłam i dosłownie upadłam na tyłek i plecy, uderzając o podłogę z łomotem. Bolało .. bardzo.
- Uhghhh, ughh – wyjęczałam – ughh.
- Czy ktokolwiek ma zamiar mi pomóc? – zawołałam.
Potem usłyszałam śmiech.
Skurwiele.
- Poważnie nie mogę się ruszyć, a moje ciuchy są przemoczone. – zatrzymałam się kiedy uświadomiłam sobie, że woda była wszędzie. – Co do diabła? DANTE CZY ZNOWU ZOSTAWIŁEŚ ODKRĘCONE KRANY ? – krzyknęłam.
- Nie, czemu każdy mnie o to pyta. – odkrzyknął.
Bo to zrobiłeś, jak mieliśmy po 13 lat idioto.
Usłyszałam kroki, a następnie ciało przy mnie stanęło.
- Hej – powiedział szorstki, kanadyjski głos.
Justin.
- Nie mogę się ruszać, chyba złamałam kręgosłup. – wyjęczałam, a on zaśmiał się.
- Już tak nie dramatyzuj – schylił się w dół i pomógł mi stanąć na nogach.
Byłam totalnie mokra.
- Żadnego złamania kręgosłupa – podtrzymał mnie i uśmiechnął się.
- Więc stłuczona dupa – wymamrotałam i potarłam ją. – O ta, będzie siniak – zmarszczyłam brwi.
Justin uśmiechnął się i przytulił mnie, starając się bym poczuła się lepiej.
Podziałało.
- Nie mogłeś mnie wspomóc, prawda? – spytałam wtulając się w niego.
- Nie miałbym szans z twoją uroczą mową i tym wszystkim – uśmiechnął się szeroko.
Westchnęłam.
- Po prostu dokuczałam Harley’owi, mówiąc o seksie z..
- Wiem – zachichotał przerywając mi.
- Więc co z tą całą wodą? – spytałam.
- Pękły rury, Harley dzwonił do hydraulika. Ponoć ma być jutro, ale ty i Rayne musicie opuścić mieszkanie na kilka dni, podczas kiedy on będzie sprawdzał resztę rur i naprawiał te rozwalone – wytłumaczył Justin.
- Gdzie możemy się zatrzymać? – sapnęłam.
- Rayne zostaje z Dantem ..
- Nowość – przerwałam jego wypowiedź, a on zaśmiał się i przytaknął.
- A ty zostajesz ze mną i Harley’em, gdyż mieszkanie Jacksona jest przemalowywane i kładą nową podłogę. Coś jak no uaktualnienie, tak powiedział Jackson. – nudził Justin.
- Nie zatrzymam się w tym burdelu – wytłumaczyłam kiedy skończył mówić.
Justin wybuchnął śmiechem, tak jak moi bracia. Wiedziałam, że będą podsłuchiwać.
- Poważnie, nie zatrzymam się tam! – zaprotestowałam, ale Justin wciąż się ze mnie śmiał.
- Nie idę i nie możesz sprawisz, że to zrobię, żaden z was nie może. – tupnęłam z frustracją.
***
- Nie mogę uwierzyć, że wyniosłeś mnie z mojego apartamentu. Tak bardzo mnie zawstydzasz – syknęłam do Harleya, który zaśmiał się i zaniósł moje torby do swojego salonu.
Justin zatrzasnął po nas drzwi i przytulił mnie od tyłu.
- Chociaż było zabawnie, mały wojowniku, dam ci to – klepnął mnie w tyłek i odszedł do kuchni.
- Nieważne, gdzie mam spać? – spytałam obojgu.
- W moim pokoju – powiedział Justin wygrzebując jakieś jedzenie.
Popatrzyłam się na niego – Na pewno nie – powiedziałam stanowczo.
Pokręcił głową.
- Pokój Harley’a jest przy oknie, obok ulicy. Powiedział, że nie możesz spać przy głośnych odgłosach jakimi może być ruch uliczny, więc jedyna sypialnia jaka została należy do mnie – Justin wzruszył ramionami.
- Nie ma opcji, pieprzysz kurwy na tym łóżku ..
- Nie, korzystam z podłogi, kiedy do tego dochodzi albo tej kanapy za tobą. Żadna dziewczyna nie była w moim łóżku, nigdy! Nie lubię kiedy te wszystkie ich perfumy przesiąkają w moją pościel. – zauważył przerywając mi.
Zerknęłam na kanapę i się wzdrygnęłam.
- Ew, jesteś obrzydliwą, prawdziwą świnią. Ludzie muszą na tym siadać! – warknęłam, a on wzruszył ramionami.
- Więc czemu ja mam zezwolenie na spanie w twoim łóżku? – spytałam z zaciekawieniem.
- Czy ty planujesz się ze mną kochać?
- Nie! – wyjaśniłam.
- Czy masz zamiar popsikać się tymi pieprzonymi zapachami, przed pójściem spać?
- Nie! – warknęłam znów.
- Właśnie dlatego.
- Dupek – wymamrotałam.
Zaśmiał się – Byłem gorzej nazywany, Kotku – powiedział i odwrócił się, żeby zrobić sobie kawę.
- Gdzie będziesz spał, kiedy zajmę ci łóżko? – spytałam, a on wzruszył ramionami.
- Z tobą w łóżku – odpowiedział bez emocji, plecami do mnie.
Spojrzałam na Harley’a.
- To jakiś żart, co nie? – zapytałam.
Harley zaśmiał się.
- Nie dotknie cię, sam wie o tym lepiej. – dokuczył Harley, a Justin uśmiechnął się szeroko.
- Chrapiesz? – spytałam Justina, kiedy ten znów odwrócił się twarzą do mnie.
- Nie, a ty? – zapytał podnosząc brew.
- Nie! – odparłam, brzmiąc jakby to była najgorsza rzecz o jaką mógłby mnie zapytać.
Obróciłam się i podreptałam do jego pokoju. Byłam zaskoczona kiedy drzwi otworzyły się i właściwie było czysto i schludnie.
- Czego oczekiwałaś? – zapytał Justin za mną.
Wzruszyłam ramionami.
- Jakieś dziewczyny lub dwóch zaliczonych na podłodze, czegoś w tym typie. – odpowiedziałam.
- Kotku, jesteś czymś innym – zachichotał.
- Masz jakąś stronę na łóżku, po której wolisz spać? – spytałam wkraczając do pokoju.
- Ta, po lewej. Czy to w porządku? – zapytał.
- Ta, wolę prawą stronę. – odpowiedziałam studiując pokój.
- Widzisz, będzie dobrze, nie martw się. Będę się zachowywał – zachichotał Justin.
- Oby – ostrzegłam.
Odwrócił mnie i pocałował mój policzek.
- Nie chcę z tobą spać Kotku, za bardzo Cię lubię. Jesteś moją przyjaciółką Więc teraz przestań przeciągać i rozgość się. – powiedział i klepnął mój tyłek odchodząc do salonu.
Spojrzałam na niego, kiedy odszedł i nie mogłam nic na to poradzić, ale czułam się trochę odrzucona.
To znaczy, wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i praktycznie półtora tygodnia temu ciągle mówiłam o tym każdemu i że Justin niczego ze mną nie próbował i faktycznie tak było. Zachowywał się tylko jak przyjaciel, nic więcej.
Nie wiem dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej, prawdopodobnie dlatego że te plotki mnie wkurzały, ale faktycznie był moim przyjacielem i tak jak przed chwilą oznajmił, nie miał zamiaru się ze mną przespać. Nie żebym tego chciała, ale przez to, że tak powiedział, nie mogłam nic na to poradzić, ale poczułam się urażona i odrzucona.
_________________
@mojitobieber ( zmieniłam nazwę z @hudsonswag )
czwartek, 29 sierpnia 2013
środa, 21 sierpnia 2013
Chapter 7
-Harry, o mój Boże, pomóż.- wyszeptałam, a on zachichotał.- Nie śmiej się, pomóż mi. Zwymiotuję.-prawie płakałam.
-On tylko poprosi cię o rozwiązanie równania, idź. Robi tak co rok nowym studentom.- zaśmiał się i mnie szturchnął.
Cicho ruszyłam do przodu klasy.
-Wszyscy przywitajcie pannę Edwards.- profesor uśmiechnął się promiennie, klasa wymamrotała przywitania oraz raz lub dwa ktoś zagwizdał, więc niezgrabnie pomachałam.-Jedyny uczeń pierwszego roku uczęszczający na moje zajęcia, panie i panowie.- powiedział dumnie.
Poczerwieniałam i spuściłam wzrok.
-Rozumiem więc że jesteś dobra z matematyki, moja kochana?
Tylko wzruszyłam ramionami, nie ufając sobie z mówieniem w przypadku gdybym źle się poczuła.
-Możesz to rozwiązać?- skinął na równanie, które było na tablicy.
Już wykonałam je w zeszycie gdy wykrzykiwał listę, więc to trochę mnie uspokoiło.
-Jasne.-powiedziałam, on się uśmiechnął i podał mi swój biały marker.
Powtórzyłam to co zrobiłam w zeszycie na tablicy.
-To powinno być dwa do kwadratu, nie samo dwa i zapomniał pan przenieść osiem.-powiedziałam cicho do profesora gdy zmieniłam jego błąd. Skończyłam równanie i oddałam mu marker.
Zaśmiał się.
-Masz rację.- powiedział po tym jak ponownie sprawdził tablicę.
Oznajmił mi że mogę wrócić na miejsce, więc bardzo szybko to zrobiłam. Czułam na sobie spojrzenia uczniów, ale nie złapałam kontaktu wzrokowego z żadnym z nich.
Wsunęłam się na swoje krzesło i otrzymałam boczny uścisk od Harry'ego.
-Dobra robota.-uśmiechnął się promiennie.
Uśmiechnęłam się. Dopiero co poznałam tego faceta, a już wydawał się fajny.
-Dzięki.-wyszeptałam z lekkim uśmiechem.
Minęła reszta lekcji i zanim się zorientowałam był lunch.
-Lunch?-powiedziałam do Harry'ego kiedy schodziliśmy po schodach.
-Nie mam zajęć przez godzinę, idę na chwilę do biblioteki. Jednak mamy ze sobą większość lekcji, spotkam się z tobą później.-zapewnił.
-Ranisz mnie, ale ujdzie ci to na sucho bo jesteś przystojny i masz dobry gust co do mężczyzn.-odparłam rozśmieszając go.
Pocałował mnie w policzek.
-Dzięki za nie zachowywanie się dziwnie w mojej obecności.-wyszeptał.
Wiedziałam co miał na myśli.
-Lubię cię takim jaki jesteś.-uśmiechnęłam się szeroko.
Uśmiechnął się machając i zmierzając w stronę głównego budynku.
-Robisz wrażenie Kotku.-Justin podążył za mną gdy opuściłam klasę.
-Odejdź.-powiedziałam i przyśpieszyłam tępo.
-Poczekaj.- powiedział i złapał moje ramię.-Co jest?- zapytał.
-Wiedziałeś że poprosi mnie o rozwiązanie tego równania!-wysyczałam.
-Każe to zrobić każdym nowym uczniom, kim ja jestem by zadzierać z tradycją?- zaśmiał się głośno i obczaił blondynkę, która przeszła przed nim.
Potrząsnęłam głową i odwróciłam się od niego.
-Kyah.-krzyknął za mną wciąż się śmiejąc.
Dupek, pomyślałam i ruszyłam prosto na stołówkę.
-Zwolnij, śliczna.-powiedział Jake, gdy chwycił moje ramię przytrzymując mnie.
Napięłam się i wycofałam je.
-Wystraszyłeś mnie.-zaśmiałam się.
-Przepraszam- uśmiechnął się.-Naprawdę nie mogę się doczekać dzisiejszego wieczoru.
-Ja też.-odpowiedziałam radośnie.
Nie mogłam się doczekać.
-Jednak myślę że twoi bracia chcą ze mną wcześniej porozmawiać, próbowali mnie złapać przez cały poranek.- zachichotał.
Zaczerwieniłam się.
-Przepraszam, to takie żenujące.-powiedziałam potrząsając głową.
Pieprzeni bracia.
Wziął moją dłoń w swoją i pocierał jej wierzch swoim kciukiem.
-Nie przepraszaj, zachowałbym się w ten sam sposób gdybym miał siostrę.- uśmiechnął się.
Dzięki Bogu za to że był wyrozumiały w kwestii nadopiekuńczych braci.
-Porozmawiam z nimi teraz kiedy wejdą, w ten sposób nie będą musieli mnie już ścigać.- zażartował. Znowu się zaczerwieniłam, czując się zawstydzona.
Wyczułam obecność obok nas i kiedy spojrzałam w prawo okazało się, że miałam rację.
-Jake.- Justin kiwnął głową.
-Justin.-Jake kiwnął do niego.
-No dalej Kotku, umieram z głodu. Chodźmy wreszcie do naszego stolika.-Justin powiedział do mnie.
-Kotku?-Jake podniósł brwi.
Justin wydawał się rozbawiony jego reakcją.
-To tylko jego przezwisko dla mnie, nie wiem skąd je wziął.- powiedziałam śmiejąc się nerwowo.
Justin zarzucił swoje ramię na moje barki i to sprawiło że twarz Jake'a zamieniła się w skałę.
-Czy wasza dwójka-
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi, on lubi mnie denerwować.-przerwałam Jake'owi i szturchnęłam Justina łokciem, ale nie zabrał swojego ramienia.
-Przyjaźń z dziewczyną?- Jake zachichotał.-To niepodobne do ciebie, Bieber.- kontynuował uśmiechając się szeroko.
Poczułam jak Justin stał się spięty.
-Nie zaczynaj ze mną, Parker.-powiedział, a Jake uniósł dłonie.
-Z całą pewnością masz świetną dziewczynę za przyjaciółkę.-puścił do mnie oczko i się zarumieniłam. -Do zobaczenia wieczorem?- powiedział do mnie.
-O siódmej.-uśmiechnęłam się promiennie.
Uśmiechnął się i podążył do stolika przy którym siedziało kilku innych chłopców z drużyny koszykówki. Usłyszałam jak kilku z nich zapytało czy życzy sobie śmierci próbując zdobyć dziewczynę którą chce Justin Bieber. Wywróciłam oczami. Mylili się, Justin i ja byliśmy tylko przyjaciółmi, wcale mnie nie chciał.
-Justin.-zajęczałam szeptem.
-Co?- zachichotał, udając że nie wie o czym mówiłam.
-Wiesz co, zachowujesz się opiekuńczo. Skończ to.-skrzywiłam się.
-Nie krzyw się Kotku, bo dostaniesz zmarszczek.-powiedział mi to samo co powiedziałam do jasnowłosej dziewczyny w moim mieszkaniu w piątek.
-Bardzo śmieszne.-powiedziałam i walnęłam go w ramię.
Zaśmiał się i podążył do naszego stolika gdzie siedziała Rayne, wciąż miał swoje ramię na moich barkach.
-O co chodziło z Jake'iem?- zapytała jedząc kanapkę. Justin usiadł obok mnie i zjadł swoje jedzenie.
-Justin był niegrzeczny, a Jake słodki. Nic takiego.-wzruszyłam ramionami podczas gdy Justin prychnął.
-Och, słyszałam że poprawiłaś dzisiaj swojego profesora.-Rayne się zaśmiała.
Moje brwi wystrzeliły do góry.
-Wcale nie.- wysapałam.
-Właśnie że tak, Kotku. Pamiętasz równanie na tablicy?- powiedział Justin jedząc kanapkę.
Poczerwieniałam.
-Ale nie zrobiłam tego otwarcie, po prostu je rozwiązałam.- wzruszyłam ramionami.
-To to samo, wciąż go poprawiłaś.- Rayne zachichotała.
-Zamknij się.- wymamrotałam, sprawiając że znowu wydała z siebie zdławiony chichot.
-O, spotkałam tego faceta.-uśmiechnęłam się promiennie myśląc o Harry'm.
-Nowy chłopak?-Rayne rozdziawiła usta.-Poważnie? Najpierw Justin, później Jake, teraz-
-Zwolnij, nie było żadnego Justina. To tylko pocałunki na szczęście.- zaznaczyłam.
Justin prychnął, ale nic nie powiedział.
-Mam dzisiaj randkę z Jake'iem z której się bardzo cieszę i Harry- facet obok którego usiadłam w klasie- dodałam tę część dla Justina, który pokiwał głową- jest słodki, bardzo go lubię.- uśmiechnęłam się promiennie.
Rayne zmarszczyła brwi.
-Więc z nim też idziesz na randkę?- zapytała.
Zaśmiałam się.
-Wszystko źle zrozumiałaś, sądzę że typowa randka Harry'ego byłaby z kimś jak Justin.- uśmiechnęłam się.
Justin zakaszlał, więc poklepałam go po plecach śmiejąc się.
-Och, on jest... gejem.- wyszeptała.
-Tak i jest niesamowity, przyprowadzę go jutro na lunch.-uśmiechnęłam się.
Justin się zaśmiał.
-Nie przyjdzie do tego stolika.
Rayne i ja zmarszczyłyśmy brwi.
-Dlaczego nie?-zapytałam wgryzając się w jabłko, które ukradłam Justinowi.
-Po prostu nie przyjdzie, zaufaj mi.-powiedział.
Skrzywiłam się, gdy uświadomiłam sobie że to dlatego że on bierze udział w walkach tak samo jak mój brat. Oni i ich przyjaciele byli uważani za twardzieli.
-Cóż, więc usiądę z nim gdzieś indziej.- wzruszyłam ramionami.
-Nieważne.-westchnął Justin.
-Tak, nieważne.-powiedziałam i znowu ugryzłam jabłko.
-Tak w ogóle to jest moje, Kotku.- powiedział patrząc na owoc w mojej ręce.
-Trudno, teraz jest moje. I tak już jest w połowie zjedzone.- wzruszyłam ramionami.
Zanim zdałam sobie sprawę z tego co się dzieje, zostałam przerzucona przez ramię Justina i jabłko wylądowało na ziemi.
-Ej człowieku, jaki to miało cel? Teraz nikt z nas nie może go zjeść.- jęknęłam chwytając się biodra Justina by nie upaść.
On się zaśmiał i pacnął mocno mój tyłek sprawiając że zawyłam.
-Ała!- zaśmiałam się.
Zauważyłam, że przyglądali nam się ludzie. Niektórzy się z nas śmiali, więc zaczęłam się wiercić starając się wydostać.
-Połóż mnie na ziemię, Justin.- powiedziałam.
-Nie.- zaśmiał się.
Spostrzegłam moich braci wchodzących na stołówkę.
-Jackson, pomóż.- pisnęłam.
Zaśmiał się podchodząc do stolika razem z jakąś blond dziewczyną. Wyciągnęłam do niego ramiona i owinęłam je wokół jego szyi.
Opuścił mnie na ziemię i uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Ha.- powiedziałam do Justina jak małe dziecko, które dostało to co chciało.
-Nie będzie go tutaj cały czas żeby ci pomóc.- puścił mi oczko i potarł moją pupę.
Podniosłam brwi i zamarłam.
-Czy ty pocierasz tyłek mojej siostry, stary?- usłyszałam głos Dantego zza Justina.
Ten się zaśmiał.
-Miałem brud na ręce od kiedy ją złapałem, właśnie go ścieram.- wyjaśnił zabierając swoją dłoń.
Nie robił takich ruchów gdy się coś wyciera, on pocierał. Zboczeniec.
Dante uśmiechnął się, pokiwał głową i usiadł obok Rayne, całując ją.
-Muszę porozmawiać z wami obydwoma i Harleyem.-powiedziałam do swoich braci.- Właściwie gdzie on jest?-zapytałam, rozglądając się by go znaleźć.
Justin się zaśmiał.
-Za tobą.- powiedział. Odwróciłam się i spostrzegłam Harleya rozmawiającego z Jake'iem.
-O nieee.- powiedziałam i próbowałam tam podejść, ale Justin mnie zatrzymał.
-To przemowa starszego brata, musi to zrobić.- wyszeptał mi do ucha.
-Jeśli go odstraszy to przysięgam że... nigdy więcej się do niego nie odezwę.-dokończyłam.
Justin się zaśmiał i mnie wypuścił, więc mogłam usiąść.
Harley pojawił się przy stoliku chwilę później.
-Wciąż mam randkę dziś wieczorem?- wysyczałam do niego.
-Oczywiście że masz. Tylko miło mu powiedziałem, że jeśli zrobi coś wbrew twoim pragnieniom lub w jakiś sposób cię zasmuci, nie doczeka swojego ostatniego roku nauki.- Harley wzruszył ramionami.
Moi bracia się zaśmiali i przybili żółwiki wraz z Justinem.
-Groziłeś że go zamordujesz?- sapnęłam.
-Tylko troszkę.- Harley uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Teraz prawdopodobnie nie pojawi się na naszej randce.- skrzywiłam się.
-Miejmy nadzieję, że tak będzie.- wymamrotał Harley.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Harley, czy ja cię w ogóle obchodzę?-zapytałam.
Wpatrywał się we mnie.
-Bardziej niż ktokolwiek inny.-odpowiedział bez emocji tak jakby to było głupie pytanie.
-A co z waszą dwójką?-zapytałam resztę moich braci.
Powiedzieli to samo co Harley i spojrzeli na mnie by zobaczyć gdzie zmierzałam.
-W takim razie dlaczego cały czas mnie zasmucacie i zawstydzacie?- powiedziałam po czym wstałam i złapałam swoją torbę.
-To dlatego cały czas mówię wam żebyście dali jej spokój, nie rozumiecie jak bardzo sprawiacie że czuje się do dupy. Culos. - usłyszałam jak Rayne wysyczała do moich braci kiedy opuszczałam stołówkę.
____________________
wybaczcie błędy, boli mnie głowa i nie mogłam się całkowicie skupić na tłumaczeniu x
@vansonbiebur
środa, 14 sierpnia 2013
Chapter 6
-Kyah, myślę że masz na sobie moje spodnie dresowe. Te są na mnie o wiele za małe.- powiedział Dante, wchodząc do salonu z szarą parą spodni, które wyglądały jak moje.
Zaśmiałam się .
- Nic dziwnego, że te spadają – zachichotałam i wzięłam swoją parę, więc mogłam je zamienić i oddać Dantemu jego.
- Czy ty nazywasz mnie grubym? – krzyknął wówczas gdy przebierałam się w pokoju. Zaśmiałam się i krzyknęłam, że nie.
- Gdzie idziesz? – Rayne spytałą Dantego kiedy wróciłam do salonu zostawiając jego dresy na krześle.
- Do Harleya i Justina, kilku kolesi przychodzi na piwo – wzruszył ramionami.
- Potnę cię, jeśli usłyszę o tobie i jakichś chicas, papi – ostrzegła Rayne.
Nie miałam wątpliwości, że zrobiłaby to, o czym mówiła.
Dante zaśmiał się i ją pocałował.
Nie widzę świata poza tobą, jesteś moją mamacita – warknął, kiedy wypowiedział hiszpańskie słowa.
Rayne pochłania to gówno jak szalona i on o tym wie, właśnie dlatego to robi.
- Mamacita, Ay papi, Ay dios mio… bla bla bla – mruknęłam rozśmieszając ich.
- Kyah. – powiedział Dante ze złością. Czekał aż go przytulę.
- Przepraszam – uśmiechnęłam się i go przytuliłam. – Zostajesz u Harleya czy idziesz do domu? – spytałam.
- Wracam do domu, rzadko tam jestem– wymamrotał.
- Co? Poważnie? Zawsze tu jesteś. Nigdy o tym nie wiedziałam – powiedziałam sarkastycznie.
- Zabawne.- uśmiechnął się sztucznie i odwrócił się opuszczając apartament.
Rayne uśmiechnęła się.
- Babski wieczór, cóż dzień bo jest dopiero szósta, ale nieważne – klasnęła w ręce.
- Pierwszy raz od jakiegoś czasu. I jest sobota, którą zwykle przeznaczamy na babskie wieczory! Idealnie! – uśmiechnęłam się promiennie i pobiegłam do kuchni biorąc M&M’s oraz popcorn i wsypałam je do dwóch misek tworząc mieszankę, aż nagle mój telefon zawibrował.
To nie był Jake jak myślałam. To znowu Justin. Nie miałam nic przeciwko, pewnie miał jakieś poważne żarciki.
- Wybierz film. – krzyknęłam. Kiedy razem z Rayne mamy ‘babskie wieczory’ obżeramy się jak świnie i oglądamy na DVD aktorów, których chciałybyśmy poślubić.
Uwielbiam to!
*PONIEDZIAŁEK*
Dzisiejszego ranka byłam trochę zrzędliwa, przez weekend nie spałam zbyt wiele. Pozwolę sobie powiedzieć, że bezsenność to suka.
- Nie okłamuj mnie, – powiedziałam do Rayne, która fuknęła.
- Powtarzam ostatni raz, nie kłamię. Masz na sobie rurki, botki, top i marynarkę. Wyglądasz słodko i swobodnie. Przestań ciągle wszystko analizować, proszę, to wkurzające – stwierdziła i wyciągnęła mnie z samochodu.
Zgodziłam się i spróbowałam zrelaksować, ale prawda była taka, że nie mogłam, gdyż dzisiaj był oficjalnie nasz pierwszy dzień na uniwersytecie. Zajęcia zaczynały się o 9, a my byłyśmy już 20 min wcześniej. Więc przeszłyśmy się do bufetu, aby wziąć jakieś owoce by mieć przekąskę podczas czekania.
- Kyah, hej – jakiś chłopak zawołał z mojej lewej.
Odkąd spojrzałam na truchtającego w moją stronę Jake’a, zamarłam. Nie odpisywał mi, kiedy napisałam do niego w sobotę, więc czułam się trochę głupio.
- Cześć, Jake – uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Hej Rayne – kiwnął w jej kierunku.
- Hola – przytaknęła i obróciła się wybierając jabłko, na które miała ochotę.
- Słuchaj, dosłownie dziś rano zobaczyłem twojego smsa, w sobotę poszedłem do domu moich rodziców i spędziłem tam cały weekend, a mój telefon został w mieszkaniu. Nie chcę żebyś myślała, że zachowałem się jak chuj nie odpisując ci – wytłumaczył.
-Wcale tak nie myślałam – skłamałam.
Trochę tak pomyślałam.
Rayne parsknęła kiedy to usłyszała, więc dyskretnie nadepnęłam jej na stopę, dotąd kiedy skrzywiła się z bólu i odsunęła się. Rzuciła jakąś wymówkę i poszła do Dantego siedzącego przy stole obok okna z resztą moich braci, z kilkoma sportowcami i chłopakami z ich bractwa.
Tak, są w bractwie. Kiedy Rayne przyszła sama, zauważyłam jak Dante zapytał ją gdzie jestem, a ta kiwnęła w moim kierunku. Cały jebany stolik spojrzał w moją stronę. Aby czuć się bardziej komfortowo, odwróciłam się do nich plecami.
-Dobrze, ponieważ umówiłbym się z tobą w sobotę, gdybym tylko przeczytał sms przed wyjściem. - przysiągł wywołując u mnie śmiech.
- Nie martw się tym, mamy jeszcze na to mnóstwo wieczorów.– wzruszyłam ramionami.
Uśmiechnął się.
- A co z dzisiaj? Mogę zabrać Cię na kolację jeśli tylko chcesz. Lubisz włoską kuchnię? – spytał.
Trochę się zarumieniłam, zapraszał mnie na randkę.
- Uwielbiam włoskie jedzenie – wybuchnęłam.
Nie kłamałam, naprawdę uwielbiam włoskie jedzenie.
- Rewelacyjnie, czy siódma ci odpowiada? Wejdę na twoje piętro i zabiorę Cię jakbym przybył z daleka – powiedział, jego usta wygięły się w górę.
Zaśmiałam się i znów zarumieniłam.
- Brzmi świetnie, do zobaczenia o siódmej – uśmiechnęłam się.
- Słodko – uśmiechnął się szeroko, a następnie pocałował mój policzek zanim odwrócił się i opuścił bufet.
Stałam tak po prostu przez kilka chwil, a potem spojrzałam na Rayne która się do mnie uśmiechała. Natychmiast popędziłam w jej kierunku.
- Umówił się z tobą? – spytała.
Przytaknęłam i uśmiechnęłam się szeroko.
– On jest taki uroczy – promieniowałam, nie będąc w stanie ukryć swojego podniecenia.
- Gdzie cię zabiera? – zapytał nagle Jackson.
- Dzień dobry mój drogi bracie – droczyłam się radosnym głosem.
- Boże, ona jest w tym dziwnie radosnym nastroju, bo tamten się z nią umówił. – jęknął Harley.
Wzruszyłam ramionami.
- Tak, a wasza trójka, a właściwie czwórka – poprawiłam się wskazując na Justina, który stał się przyjacielem w ciągu ostatnich dwóch dni – tego nie zmieni, prawda? – spytałam.
-Co masz na myśli, Kotku? – zapytał Justin.
- Nie igraj ze mną Bieber, nie mów nic Jake’owi i to się tyczy również was trzech. – wskazałam na moich braci.
Chłopaki zaśmiali się, ale przytaknęli sprawiając, że się uśmiechnęłam
–Kyah – znajomy głos mnie wywołał.
-No to ruszamy, księżniczka zaraz zostanie czymś obdarzona.- Dante wywrócił oczami. Zignorowałam go i się odwróciłam.
Uśmiechnęłam się promiennie do mojego taty i przeszłam do niego, próbując nie wyglądać jakbym pragnęła go przytulić.
- Tatusiu – powiedziałam kiedy byłam niego tak blisko, że tylko on mógł to usłyszeć.
Naprawdę nie chcę żeby wszyscy słyszeli jak zwracam się do niego „tatusiu”.
- Zdenerwowana?- spytał po tym jak pocałował mnie w czoło.
- Uh huh, właściwie to myślę, że mogłabym zwymiotować przed rozpoczęciem zajęć. – odpowiedziałam.
Zaśmiał się głośno, sprawiając, że sama z siebie zachichotałam. Kocham jego śmiech.
- Ciasteczko, nie przejmuj się, będziesz tu pasować idealnie. Twój umysł przewyższa pół profesorów tutaj – uśmiechnął się.
- Kłamiesz – powiedziałam i uderzyłam go pięścią w ramię sprawiając że znowu się zaśmiał.
- Boże, Ciasteczko brakuje mi ciebie w domu. Jak tam twój apartament? – spytał.
- Jest w porządku, jesteśmy dobrze zadomowione. Uwielbiam go – emanowałam radością.
- Cieszę się – kiwnął – a twoi bracia, opiekują się tobą? – zapytał.
Wywróciłam oczami.
-Tak, są tacy jak zawsze. Jeśli Harley miałby jakiś sposób, byłabym zamknięta w bańce – burknęłam.
Jednak tata się zaśmiał.
- Harley i ja mamy to w zwyczaju – mrugnął.
- No weź tato, nie jestem porcelanową lalką. Nie jestem krucha, wiesz o tym, dorastanie z tą trójką nauczyło mnie kilku ruchów.– powiedziałam stanowczo.
- Oto moja dziewczyna – uśmiechnął się szeroko.
–Oh, tak właściwie to mam dobre wieści. Idę dzisiaj na randkę – uśmiechnęłam się do taty, który zmarszczył brwi.
- Z kim? – spytał.
- z Jake’iem Parker’em, jest uczniem przedostatniego roku. - odpowiedziałam dalej się uśmiechając.
Zauważyłam jak tata przytakuje, ale nie do mnie.
- Idź do klasy zanim się spóźnisz i zwymiotujesz przed wszystkimi za dostanie spóźnienia. – droczył się.
Sapnęłam i odwróciłam się by dotrzeć do Rayne. Moi bracia zmierzali w moją stronę. Pokręciłam głową, natomiast tata kiwnął do nich.
- Nie jestem już w programie ochrony świadków. – powiedziałam wystarczająco głośno by cała rozmawiająca czwórka to usłyszała.
Usłyszałam jak się śmieją.
- O co ci chodzi? – spytała Rayne kiedy znów dotarłam do stolika.
- Fakt, że mam randkę. Teraz prawdopodobnie decydują który założy mi kłódkę na majtki. – wzruszyłam ramionami.
Justin się zaśmiał, więc zwęziłam oczy patrząc na niego.
–Woo przerażające –zakpił.
Wywróciłam oczami.
– Muszę iść, złapię Cię na lunchu moja droga – szturchnęłam Rayne, która pokiwała głową i zaczęła rozmawiać z chłopakami przy stoliku.
- Idziemy Kotku – powiedział Justin i wstał zabierając swój plecak. Oboje mamy te same zajęcia z matematyki dla zaawansowanych. Właściwie o tym zapomniałam.
- To będzie okropne – jęknęłam, wychodząc z bufetu.
- Czemu dokładniej? – spytał.
- Jestem córką dziekana, jedynym pierwszoroczniakiem w klasie z matematyką zaawansowaną. I tak zawsze wszyscy czepiają się pierwszoroczniaków, nie potrzebuję jeszcze by ktoś wyrzucał tą całą córeczkę tatusia. -wzruszyłam ramionami, a Justin się zaśmiał.
- Cieszę się, że moje obawy Cię śmieszą – burknęłam.
- Spokojnie Kotku – znów zachichotał – nie będziesz zaczepiana, zaufaj mi.
Wywróciłam oczami.
– Czemu, przez to kim są moi bracia? – spytałam.
- Uh tak, no i masz oczywiście masz mnie jako przyjaciela, który zapewnia ci poparcie – mrugnął.
- Czy musisz mieć tak wielkie mniemanie o sobie? – zapytałam.
- Nie mam wielkiego mniemania o sobie, jestem tylko pewny siebie – zaśmiałam się.
- Nie ma różnicy, amigo – klepnęłam go w ramię.
- Wiesz o tym, że wkurzasz i rozśmieszasz mnie w tym samym czasie? – spytał Justin otwierając przede mną drzwi do naszej klasy.
- Myślę, że właśnie zacytowałeś Harleya – uśmiechnęłam się szeroko, a ten zachichotał wchodząc do pomieszczenia.
Klasa była pełna, chociaż było też kilka pustych miejsc. Dostrzegłam kilka na tyłach.
Zamierzałam wspomnieć o nich Justinowi, ale jego oczy były skupione na grupie dziewczyn które otaczały miejsce w centrum klasy.
- Zakładam, że to twoja miejscówa? – nie odpowiedział, po prostu uśmiechnął się.
- Na przód, Romeo – pomachałam mu.
- Spotkamy się po zajęciach? Znajdziesz sobie sama miejsce? – powiedział, a potem odszedł bez czekania na moją odpowiedź.
Po co pytał, skoro za chwilę poszedł?
- Jestem pewna, że będzie to wysiłek, ale uporam się z tym. Dziękuję za pomoc, przyjacielu – zawołałam za nim.
Wiele oczu padło na mnie, kiedy wypowiedziałam ostatnie słowo.
Dosłownie, jakbym oznajmiła, że jestem lesbijką i chcę w łóżku każdą dziewczynę w tym pomieszczeniu. Niezręcznie pomknęłam do pierwszego pustego miejsca, które znalazłam na tyłach. Usiadłam obok chłopaka, który wyglądał jakby należał do kongresu World of War Craft, zakryty za kapturem i okularami.
Ale przywitał się i wydawał się wystarczająco miły, więc odpowiedziałam na jego przywitanie z uśmiechem i kiwnięciem.
- Jestem Harry – dodał po chwili.
- Kyah, miło mi Cię poznać Harry – znów się uśmiechnęłam.
- Wyglądasz na trochę zdenerwowaną – zachichotał.
Westchnęłam.
- Czy to nie jest oczywiste? – spytałam, a ten się zaśmiał.
- W pewnym sensie – uśmiechnął się i zdjął kaptur, dając mi lepszy widok na niego. Był bardzo uroczy, to znaczy całkiem śliczny na swój sposób. Nie, właściwie to był wspaniały.
Na pewno atrakcyjny, żeby być hetero. Mam fantastyczny gej radar, mogę ich wyczuć na milę. Dodatkowo, miał na tapecie półnagiego kolesia, co go wydało.
- Jest gorący – powiedziałam przez przypadek, wskazując na jego telefon, sprawiając, że się zaśmiał.
- Zgadzam się- uśmiechnął się nerwowo.
- To twój chłopak? Jeśli powiesz, że tak stanę się bardzo zazdrosna – powiedziałam, znów wywołując u niego śmiech.
- Chciałbym – wykrzyknął - Jest jakimś irlandzkim aktorem, to takie marzenie, które nigdy się nie spełni – Harry zmarszczył brwi, ale zaraz potem zachichotał.
- Nigdy nie mów nigdy – wzruszyłam ramionami.
Profesor Thomas, o którym Harry mi opowiedział, że jest straszny jeśli zapyta o to by go powtórzyć, więc powinnam uważać. Dziesięć minut później w klasie, profesor wziął listę, a następnie spojrzał na mnie i nagle się uśmiechnął.
- Panna Edwards – zawołał.
- O nie – powiedziałam kurcząc się na krześle.
- Panna Edwards – powtórzył zdenerwowany, że musiał to powtórzyć.
- Tak – pisnęłam.
- Proszę podejdź tu – przywołał mnie gestem z szerokim uśmiechem na twarzy.
Cholera.
_________________________
@hudsonswag
wtorek, 6 sierpnia 2013
Chapter 5
-Kyyyyaaaaahhh.
Obudziłam się słysząc wykrzykiwanie mojego imienia. Usiadłam na łóżku właśnie wtedy, kiedy drzwi do mojego pokoju energicznie się otworzyły.
-Uderzyłaś go?- wrzasnęła Rayne.
To nie było pytanie, bardziej jak wkurzone stwierdzenie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie który wskazywał 11:01.
Potrząsnęłam głową.
-Rayne, wczoraj wieczorem przeprosiłam Dantego za uderzenie go, to był moment. Dokuczał mi i straciłam nad sobą panowanie.-wyjaśniłam.
Wciąż nie wyglądała na szczęśliwą, więc chrząknęłam.
-Rayne, rozumiem że jest twoim chłopakiem, ale jest też moim bratem. Bracia i siostry wdają się w walki. Więc nie traktuj mnie jak przypadkową chicka która uderzyła twojego chłopaka, mam prawo go uderzyć bardziej niż ty.- zaznaczyłam.
-Nikt nie ma prawa mnie uderzyć. Ja tylko chcę spokoju.-Dante krzyknął z salonu.
Chciałam się zaśmiać, ale zignorowałam go i zamiast tego skupiłam się na Rayne, która obecnie się we mnie wpatrywała.
-Jak to masz do tego bardziej prawo?- Rayne zapytała z gniewną miną także ignorując Dante.
-Jesteśmy spokrewnieni, dosłownie.-uśmiechnęłam się.
Wywróciła oczami po czym podeszła i usiadła na łóżku.
-Powiedział mi co się stało z Harleyem.-powiedziała łagodnie.
-Założę się że mnie nienawidzi.-skrzywiłam się.
Potrząsnęła głową.
-Wcale nie, jesteś jego dziewczyną numer jeden. Prawdopodobnie jest wkurzony, ale jeśli z nim porozmawiasz wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.- uśmiechnęła się.
Także się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową.
Byłam pewna że miała rację, ale wciąż czułam się jak gówno z powodu całej tej sytuacji.
-Więc- uśmiechnęła się i wstała.- Wczoraj wieczorem całkowicie obściskiwałaś się z Justinem, dwa razy z tego co słyszałam.- zapiszczała rozśmieszając mnie.
-To były tylko pocałunki na szczęście Rayne, powiedziałam mu że chcę być tylko przyjaciółmi i się zgodził.- powiedziałam rozciągając się.
Walnęła moje ramię, co zabolało.
-Au, po co to brutalne zachowanie?- zapytałam.
-Dlaczego chcesz być w strefie przyjaźni?- zadała pytanie.
Wzruszyłam ramionami.
-Jest blisko z Harleyem i Jacksonem, wkrótce będzie też blisko z Dante. Wyobraź sobie jak niezręczne by to było gdybyśmy zaczęli się spotykać, a późnej zerwali?
Westchnęła.
-Przypuszczam że tak, ale-
-Żadnego ale, jesteśmy przyjaciółmi i to wszystko.- uśmiechnęłam się.
-Nieważne.- fuknęła i wyszła z pokoju głośno tupiąc.
Zaśmiałam się z niej patrząc przez okno.
Dzisiejszy dzień był pochmurny i wyglądało na to, że na zewnątrz jest chłodno, więc przebrałam się w szary, lekko obszerny dres trzy czwarte z Nike, spodnie- które nagle były na mnie za duże- sięgały tylko do moich kolan, więc były wystarczając dobre by je ubrać w razie gdyby pogoda się zmieniła.
Założyłam białe skarpetki do kostki i białe converse. Umyłam twarz i nie nałożyłam makijażu.
Ponieważ poszłam do łóżka z mokrymi włosami zwiniętymi w koka, były teraz pofalowane i niechlujnie pokręcone kiedy je rozpuściłam. Potrząsnęłam nimi kilka razy tam i z powrotem po czym związałam grzywkę w warkocz na boku i zostawiłam je rozpuszczone.
Zaciągnęłam swoje stopy do salonu, Dante siedział na sofie oglądając Spongebob'a.
Skoczyłam mu na brzuch i nogi sprawiając że jęknął.
-Cholera, Kyah.- powiedział rozśmieszając mnie.
-Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.-ziewnęłam co sprawiło że on też ziewnął.
Zobaczyłam, że jego warga wciąż była spuchnięta i się skrzywiłam.
-Przepraszam.- powiedziałam patrząc na jego twarz.
Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Tak, powtarzałaś to wczoraj wieczorem. Powiedziałem ci że jest spoko, więc przestań przepraszać.- szturchnął mnie sprawiając że się zaśmiałam.
Pocałowałam jego czoło i zeskoczyłam z niego, niezgrabnie szurając do kuchni.
-Czy ty szurasz?- Rayne zapytała ze śmiechem.
-To moje leniwe szuranie.-wzruszyłam ramionami.
-Śniadanie?- zapytała wskazując na jajka na bekonie które robiła.
Pokręciłam głową.
-Muszę iść się zobaczyć z Harleyem, jest mi niedobrze przez to co mu powiedziałam.-powiedziałam wyciągając telefon.
-Piszesz do niego?-zapytał Dante przechodząc obok mnie, drapiąc się po jądrach przez bokserki.
Fuj!
-To cholernie obrzydliwe.-wysyczałam rozśmieszając go.- I tak, piszę do Harleya. Nie chcę się pokazać w jego mieszkaniu jeśli on nie chce się ze mną widzieć.- wzruszyłam ramionami i napisałam Harleyowi wiadomość.
Do: Harley
Mogę przyjść się z tobą zobaczyć, proszę? Muszę z tobą porozmawiać. *
Położyłam telefon na ladzie i spojrzałam na Dante, który westchnął.
-Przestań czuć się tak źle, wiesz że mam pełny udział w twoich emocjach. Przez ciebie czuję się ponuro.-zaznaczył.
Zaśmiałam się.
-Nie lubisz być moim bliźniakiem, zraniłeś mnie Dante.- droczyłam się.
Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział bo mój telefon zaczął wibrować na ladzie. Podniosłam go i zobaczyłam, że mam jedną nową wiadomość od Harleya. Zawahałam się na moment zanim ją otworzyłam.
Od: Harley
Tak, brzmi nieźle. Do zobaczenia niedługo.
Odetchnęłam z ulgą i włożyłam telefon do kieszeni, pobiegłam do łazienki i umyłam zęby po czym wróciłam do salonu by zabrać klucze.
-Idę się zobaczyć z Harleyem, niedługo wrócę.- krzyknęłam do Rayne, która odpowiedziała „okej” gdy opuszczałam mieszkanie.
Gdy wsiadłam do samochodu, przebyłam dziesięciominutową podróż do kompleksu mieszkaniowego Harleya. Jackson mieszka dwie przecznice dalej od niego podczas gdy Dante mieszka bliżej szkoły, tak jak ja. Ale wszyscy mamy do siebie dziesięć minut co jest spoko.
Kiedy dojechałam do budynku Harleya zaparkowałam samochód, podeszłam do drzwi i nacisnęłam na numer jego mieszkania. Nie odebrał, po prostu wpuścił mnie do środka.
Otworzyłam drzwi i pobiegłam po schodach na odpowiednie piętro, jego drzwi były nieznacznie uchylone, więc weszłam i zobaczyłam jak odpoczywa na kanapie. Podeszłam i usiadłam obok niego.
-Bardzo mi przykro z powodu tego co ci powiedziałam, nie miałam tego na myśli. Obiecuję.-przeprosiłam.
Harley pokiwał głową, ale na mnie nie spojrzał.
-Nienawidzisz mnie, prawda?- zapytałam i spojrzałam w dół na swoje dłonie.
Usłyszałam jego westchnięcie gdy usiadł prosto, poczułam jak przyciąga mnie do uścisku i nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
-Nie, nie nienawidzę cię. Było mi przykro z powodu tego co powiedziałaś, ale wiem że nie miałaś tego na myśli. Przyjmuję twoje przeprosiny, wybaczam ci siostrzyczko.- Harley uśmiechnął się szeroko.
Wypuściłam z siebie powietrze.
-Dzięki Bogu.
Śmiał się z mojej reakcji. Usłyszałam jakiś hałas, który brzmiał jak jęki.
-Harley- powiedziałam siadając prosto.- Proszę, proszę powiedz że to nie to na co brzmi.-błagałam, słuchał przez sekundę i się wzdrygnął.
-Przepraszam, to Justin z uh... zapomniałem jej imienia.- Harley wzruszył ramionami.
-Fuj. Robi to podczas gdy tutaj jesteś. Chory suki-
-Hej, bez przezywania. To jego mieszkanie, więc nie mogę go powstrzymać.- powiedział Harley przerywając mi.
Wstałam.
-Przepraszam, to jego co?- zapytałam.
Harley się zaśmiał.
-Sposób w jaki stoisz wygląda jakbyś miała zamiar na mnie nakrzyczeć.- zauważył, więc zmieniłam swoją postawę.
-Tatuś kupił to mieszkanie tobie.- powiedziałam zdezorientowana.
-Tak, ale Justin mieszkał tu ze mną, ale po całym tym gównie które zaszło z Lisą, wyprowadził się a teraz wrócił. Dzielimy się rachunkami, więc wszyscy są szczęśliwi.- wzruszył ramionami.
-Mój Boże, wczoraj wieczorem się pogodziliście i już się wprowadził?- potrząsnęłam głową.-Jak przyniósł tutaj swoje rzeczy?- zapytałam.
-Zabrał wszystko dziś rano i wpadł na dziewczynę z wczoraj w jakiejś kawiarni.-wzruszył ramionami.
Spiorunowałam go wzrokiem, z jakiegoś powodu nie zadowolona z tego pomysłu.
-On wprowadził cię w walki?- zapytałam znienacka.
Harley poczekał moment i pokiwał głową.
-Nie prosił mnie bym to robił, ale zostałem zapoznany z tym kiedy zobaczyłem jego pierwszą walkę dwa lata temu.-wyjaśnił.
-Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś, że masz tak dobrego przyjaciela? To znaczy nigdy nie wspomniałeś o Justinie, nawet raz.- zapytałam czując się trochę rozczarowana.
Harley wzruszył ramionami.
-On jest bardziej jak ja, Jackson i Dante. Nie potrzebujesz kolejnego oddziaływania wokół siebie, ale za późno, już go poznałaś.-zażartował.
Wywróciłam oczami. Świetnie, czwórka niegrzecznych chłopców.
Zakpiłam i skrzyżowałam ramiona.
Kocham swoich braci, naprawdę. Są niesamowici, bo świetnie mnie traktują ale są pewnego rodzaju sukami jeśli chodzi o dziewczyny- cóż, nie Dante odkąd spotyka się z Rayne- uprawiali seks z wieloma z nich po czym nigdy więcej się z nimi nie widzieli czego nienawidzę, ale nie mogę zmienić.
Skrzyżowałam ramiona na piersi.
-Nie mów mi że go nie lubisz, po tych pocałunkach na szczęście myślałem-
-Nie kończ tego zdania, powiedziałam mu że chcę być tylko przyjaciółmi i nie ma nic przeciwko.- wskazałam na jego pokój z którego obecnie dochodziły odgłosy uprawiania seksu.-Wyraźnie.
-Chcesz żebym go zabił?- zapytał rozśmieszając mnie.
-Nie, nie obchodzi mnie co robi. To nie moja sprawa.-wzruszyłam ramionami po czym odwróciłam się i włączyłam xbox'a 360 Harleya.
Wrzuciłam jego wyścigi samochodowe, to moja ulubiona spośród wszystkich innych. Głównie dlatego, że łatwo się w nią gra.
Jęki dziewczyny znowu rozeszły się po mieszkaniu.
-Ona udaje, Justin!- krzyknęłam.
Harley wybuchnął śmiechem, co sprawiło że szeroko się uśmiechnęłam.
Włożyłam do uszu słuchawki podłączone do iPoda i usiadłam prosto przed telewizorem plazmowym gdy gra się zaczęła.
Mama i tata nienawidzą gdy siedzę tak blisko, ale nic na to nie mogę poradzić. To zły nawyk. Ścigałam się kilka rund kiedy poczułam że ktoś na mnie patrzy. Spojrzałam przez ramię i zauważyłam dziewczynę zapinającą swoją koszulę.
-O, hej to blondyna.- uśmiechnęłam się szeroko.
Pokazała mi swój środkowy palec i się zaśmiałam.
-Naprawę z klasą.- znowu się zaśmiałam i odwróciłam się od niej.
-Nie bądź dla niej niemiła, teraz możesz wyjść.-usłyszałam jak Justin powiedział do tej dziewczyny.
-W takim razie zostawię ci swój numer.- powiedziała do niego, gdy pojawił się za nią.
-Um.. tak, nie kłopocz się.- Justin ziewnął i klepnął jej pupę.
-Przepraszam?- wysyczała dziewczyna.
Wybuchnęłam śmiechem po czym na nią spojrzałam.
-No dalej, nie bądź taka zaskoczona. Jesteś taką samą zdzirą jak on. Nie możesz być tak zdziwiona że nie chce twojego numeru.
Warknęła na mnie po czym złapała swoją torbę i opuściła mieszkanie, trzaskając za sobą drzwiami.
-Miła dziewczyna.-powiedziałam sarkastycznie kręcąc głową.
Justin był tylko w bokserkach pokazując dużo skóry.. pysznej skóry. Jego tatuaże wyglądały doskonale na umięśnionym ciele. Uśmiechnął się do mnie.
Nie odwzajemniłam gestu, zamiast tego po prostu wróciłam do swojej gry.
-Jak leci, Kotku?- zapytał Justin.
Usłyszałam jak opadł na kanapę naprzeciw mnie, gdzie Harley teraz drzemał. Cóż, przynajmniej wydaje mi się że drzemał.
Zignorowałam Justina i z powrotem włożyłam swoje słuchawki. Zanim rozpoczęłam kolejny wyścig, zostały mi one zabrane z uszu.
-Hej.-warknęłam.
-To niegrzeczne słuchać muzyki na słuchawkach kiedy jesteś w czyimś towarzystwie.-zwrócił uwagę Justin.
Westchnęłam i wyłączyłam xboxa Harleya.
Schyliłam się po kontroler kiedy usłyszałam cichy gwizd.
-Niezły tatuaż Kotku.
Pisnęłam, podskoczyłam i odwróciłam się do Justina.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że spadły mi spodnie pokazując kawałek mojego tyłka.
Spojrzałam na Harleya, który miał otwarte oczy. Najwidoczniej jednak nie spał.
-Tatuaż? Jaki tatuaż?- zapytał siadając.
-Przepraszam, co?- zapytałam Harleya- Śnisz bracie?- zaśmiałam się nerwowo.
-Masz tatuaż?- Harley zapytał wstając.
Westchnęłam.
-Nie krzycz na mnie, ty jesteś nimi pokryty!- sprzeczałam się.
-To co innego, jestem starszy niż ty. Masz tylko osiemnaście lat plus jesteś dziewczyną.-oznajmił.
-Mam wystarczająco lat, jestem dorosła. I co z tego że jestem dziewczyną, czy to oznacza że nie mogę mieć tatuaży?- zapytałam.
Potrząsnął głową z irytacji.
-Tatuaży, jako liczba mnoga? Masz więcej niż jeden?- zapytał, a ja przygryzłam wargę.
Złapana- pomyślałam.
Westchnęłam i pokiwałam głową.
-Mam dwa.-wymamrotałam.
-Kiedy je zrobiłaś? Pokaż mi.- rozkazał.
-Zrobiłam je w tamtym roku kiedy byłam z Rayne na weekend w Nowym Jorku i um nie mogę ci ich pokazać.-mamrotałam.
-Nowy Jork, lepiej żeby zostało wysterylizowane. I dlaczego nie możesz ich pokazać?- zapytał.
-Było wysterylizowane i um cóż, są w miejscach na których bracia nie patrzą swoim siostrom.- wzruszyłam ramionami.
-O mój Boże- jęknął Harley i z powrotem usiadł, Justin się zaśmiał.-Gdzie jest ten który zobaczyłeś?- zapytał Justina.
-Jej tyłek.- odpowiedział Justin.
-Dlaczego w ogóle patrzyłeś na moją dupę ty zboczeńcu.-burknęłam.
-Była na widoku Kotku.- wzruszył ramionami.
Wywróciłam oczami.
-Mam wytatuowany pocałunek na prawym pośladku i zanim zapytasz, zrobiła go kobieta.-powiedziałam do Harleya, a ten znowu jęknął.
-Dzięki Bogu przynajmniej za to.-westchnął.
-Nie przeszkadza ci bycie tak nadopiekuńczym i przesadne reagowanie na wszystko co robię?- zapytałam Harleya, a on potrząsnął głową rozśmieszając Justina.
-To nie jest śmieszne, Bieber.- wysyczałam.
Justin otworzył szerzej oczy.
-Stary, brzmiała dokładnie jak ty kiedy to powiedziała.- powiedział do Harleya.
-Wiem- zaśmiał się Harley.- Jackson mówi że jest bardzo podobna do mnie.- uśmiechnął się dumnie.
-Ale nie jestem dziwką jak ty.-zaznaczyłam.
Obaj chłopcy tylko się zaśmiali.
-Wiecie że oboje możecie mieć chorobę weneryczną i o tym nie wiedzieć.- zrobiłam zniesmaczoną minę.
Harley na mnie machnął i szeroko się uśmiechnęłam, wiedząc że trafiłam w czuły punkt.
Wiedziałam że są czyści, wszyscy chłopcy na kampusie mają robione przez uniwersytet co kilka miesięcy testy.
Zadzwonił mój telefon, Rayne.
-Halo.-powiedziałam wskakując na kuchenną ladę.
-Jake Parker z dolnego piętra właśnie wpadł szukając cię.- zapiszczała.
-Co? Serio? Kiedy?- krzyknęłam.
Justin i Harley zwrócili swoją uwagę do mnie, ale ich zignorowałam.
Jake Parker jest absolutnym przystojniakiem z mojego budynku mieszkalnego, myślę że jest studentem przedostatniego roku na uniwersytecie.
-Nie wiem, powiedział że widział cię w Jed's wczoraj wieczorem i chce spędzić z tobą czas.-wyjaśniła.
-Chce spędzić ze mną czas, o mój Boże. Mówisz poważnie? Nie żartuj ze mnie Rayne.- ostrzegłam, a ona się zaśmiała.
-Nie wygłupiam się, obiecuję. Dante próbował mu powiedzieć by zostawił cię w spokoju, ale go powstrzymałam. Dałam mu twój numer i powiedział, że później do ciebie napisze.- uśmiechnęła się promiennie.
Wydałam z siebie dziewczęcy pisk i wykonałam krótki taniec szczęścia na ladzie, sprawiając że mój brat i Justin się zaśmiali.
-Niedługo będę w domu.- powiedziałam do telefonu i rozłączyła się po tym jak się pożegnałyśmy.
-Kogo dupę mam skopać?-zapytał Harley z szerokim uśmiechem.
-Nikogo.-uśmiechnęłam się.
-Kto chcę spędzić z tobą czas?-zapytał.
-Jake Parker.-uśmiechnęłam się promiennie.
Twarze obu chłopców spochmurniały. Harley spojrzał na Justina który miał napiętą twarz.
-Zanim zaczniesz zawracać mi głowę jako starszy brat, nawet nie próbuj go odstraszyć. Ostrzegam cię Harley.- ostrzegłam i wtedy skierowałam się do drzwi.
-Nienawidzę tego dzieciaka, pewny siebie dupek.-Justin wymamrotał.
Wywróciłam oczami i go zignorowałam.
-Przynajmniej powiedz nam gdzie jest twój drugi tatuaż.-zawołał za mną Justin.
Otworzyłam drzwi i się odwróciłam.
Podniosłam bluzę pokazując im swój brzuch.
-Zaczyna się tutaj- wskazałam na szczyt trasy z gwiazdek, który był tuż nad linią moich majtek.- I jedzie w dół, a kończy się w miejscu o którym Harley będzie miał koszmary jeśli zobaczy je jakiś chłopak.- uśmiechnęłam się i odwróciłam.
-Kyah.- krzyknął Harley.
Zaśmiałam się i zbiegłam po schodach do samochodu. Szybko dotarłam do mieszkania i pobiegłam po schodach.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że zrobiła sobie tatuaże? Powiedziałaś że masz je od niedawna.-usłyszałam krzyk Dante'go kiedy weszłam do środka.
Westchnęłam i lekko zamknęłam drzwi. Harley oczywiście zadzwonił do Dante, ale z niego szczur.
-Ay dios mio, Dante. Ona ma osiemnaście lat, jest twoją siostrą i nie potrzebuje zgody od ciebie, Harleya lub Jacksona by robić takie rzeczy. Wszyscy musicie dać jej spokój.- odkrzyknęła Rayne.
-Dokładnie Rayne, jest moją siostrą. Nie wygłaszaj mi kazań że ja i chłopcy jesteśmy nadopiekuńczy, my ją kochamy. To niemożliwe by zachowywać się inaczej odkąd to się stało, miałem tylko siedem lat, ale wiedziałem kiedy wróciła do domu cała zabandażowana i posiniaczona, że muszę wstać i ją chronić. Może gdybym wtedy się z nią bawił ci ludzie by jej nie zabrali, ale tego nie zrobiłem, zostawiłem ją samą. Nigdy więcej, umrę zanim pozwolę by coś jej się stało. Jeśli ci się to nie podoba to ze mną zerwij.- krzyknął Dante.
Przyłożyłam dłoń do ust by kontrolować swoje sapnięcia. Dante się obwinia? To głupie, to nie była jego wina.
Wytężyłam słuch by usłyszeć co odpowie Rayne, ale usłyszałam pociąganie nosem.
Płakała.
-Nie zrywam z tobą. Jak możesz coś takiego do mnie mówić.- zapłakała. -Wiem jak troszczysz się o Kyah, wiem i to kocham. Kocham waszą więź, mówię tylko że musisz pozwolić jej trochę odetchnąć, to wszystko. -znowu pociągnęła nosem.
Usłyszałam westchnięcie.
-Przepraszam mami.-Dante powiedział cicho, nie podobało mu się że ją zasmucił.
-Nie miałem tego na myśli, po prostu nienawidzę gdy ludzie kwestionują dlaczego tak bardzo troszczę się o Kyah. Wiem że to rozumiesz i to jeden z powodów dlaczego cię kocham.- powiedział i zaczął mówić do niej pieszczoty po Hiszpańsku, które sprawiły że sama się zarumieniłam.
Usłyszałam jak się całują i Rayne jęknęła, a ja się wzdrygnęłam. Wycofali się do pokoju Rayne i prawie zwymiotowałam wiedząc co mieli zamiar zrobić.
Poszłam do kuchni, wyciągnęłam z lodówki sok i nalałam go do szklanki.
-Ay papi.-jęknęła Rayne.
Nienawidzę gdy to mówi, dosłownie się wzdrygam wiedząc że mówi „och tatusiu” do mojego brata.
Fu.
Myślę że to słodkie kiedy Dante nazywa ją mamior mamacita ale „aye papi” podczas gdy uprawiają seks to za dużo dla jakiejkolwiek siostry.
-Ay dios mio papi. -krzyknęła znowu.
Przetłumaczyłam to sobie.
-O mój Boże.- potrząsnęłam głową modląc się by niedługo przestali inaczej na nich nakrzyczę.
Pognałam obok pokoju Rayne by dostać się do swojego i położyłam się na łóżku.
-Siga adelante, no se detenga.-krzyknęła Rayne kilka minut później.
Czy właśnie powiedziała mojemu bratu by utrzymywał tępo i nie przestawał?
Fuj!
-O mój Boże, ludzie, to strasznie wstrętne.- krzyknęłam po czym podłączyłam iPoda do mojego iPod dock'a i włączyłam głośno muzykę, więc już nie słyszałam Rayne.
Zaczęła się piosenka Chris'a Brown'a- Yeah x3 i odprężyłam się do czasu aż poczułam wibrację swojego telefonu w kieszeni.
Wyciągnęłam go i zobaczyłam że mam niedobrane połączenia od Harleya oraz Jacksona i dwie wiadomości od nich oraz dwie wiadomości od numerów, których nie miałam zapisanych. Najpierw otworzyłam te od swoich braci.
Od: Jackson
Masz tatuaże na swoich intymnych częściach ciała! Serio Kyah? Czy mama i tata wiedzą że je masz? Zaraz coś rozwalę, oddzwoń do mnie!
Zachichotałam czytając kawałek „intymne części ciała”. Nie może zdobyć się by powiedzieć „twoja pupa” albo „twoja wagina”. Mogę sobie wyobrazić jak bardzo wstrząśnięci są moi bracia.
Do: Jackson
Jezu! To tylko tatuaże, uspokój się. To nie tak jakbym brała narkotyki czy uprawiała seks z nieznajomymi. Masz je na całym ciele, więc nie bądź hipokrytą. Mama wie, ale tata nie i wolałabym żeby tak zostało, proszę. Zadzwonię później, zamierzam się zdrzemnąć. Kocham cię*
Widzisz ten mały symbol który wstawiłam na końcu wiadomości, to *? Nie wiem dlaczego, ale odkąd nauczyłam się smsować wysyłam to jako pocałunek zamiast 'x'. Cała moja rodzina i Rayne wiedzą co mam namyśli kiedy im to napiszę. Wysłałam wiadomość którą napisałam do Jacksona i otworzyłam tą od Harleya.
Od: Harley
Nie mogę uwierzyć że od tak sobie wyszłaś! Poważnie? Tatuaż na twoich... intymnych miejscach. Robisz to celowo żebym dostał ataku serca? Zadzwoń kiedy to zobaczysz!
Nie mogłam nic na to poradzić, wybuchnęłam śmiechem czytając wiadomość od Harleya. Dla niego również było wysiłkiem napisanie „intymne miejsca”. Boże, moi bracia potrafią być zabawni.
Do: Harley
Nie, nie próbuję celowo sprawić że będziesz miał atak serca, starszy bracie. To właśnie dlatego nie powiedziałam ani tobie ani Dante i Jacksonowi. Bo wiedziałam że wszyscy tak zareagujecie.
Woah, déjà vu! Przypominam sobie że powiedziałeś do mnie wczoraj te same słowa o tym co ukrywałeś przede mną przez ponad rok? ....Sekret o czym? Och tak, braniu udziału w walkach! Jeśli nadal będziesz zły to jesteś hipokrytą, a ich nikt nie lubi.
Więc weź głęboki wdech, zagraj na Xboxie lub wyjdź na piwo i się zrelaksuj! Nie wychodzę dziś wieczorem, więc nie musisz się o mnie martwić. Zadzwonię później, zamierzam się zdrzemnąć. Kocham Cię*
Kliknęłam „wyślij” i się uśmiechnęłam. Nie odpisze na tego sms'a bo wie że mam rację. Następnie pstryknęłam na numer którego nie znałam i przeczytałam pierwszą wiadomość.
Od: nieznany
Hej Kyah. Tutaj Jake Parker z dolnego piętra. Um Rayne dała mi twój numer żebym mógł do ciebie napisać. Właściwie wpadłem zobaczyć czy chciałabyś później spędzić razem czas czy coś.
Wczoraj wieczorem widziałem cię w Jed's, wyglądałaś fantastycznie. Podszedłbym się przywitać, ale twoi bracia uprzejmie kazali mi od ciebie spieprzać lol. Więc tak, odpisz mi i daj mi znać czy chcesz razem spędzić czas.
Pisnęłam czytając wiadomość, okej teraz nie ma mowy o tym żebym się zdrzemnęła, jestem zbyt szczęśliwa na drzemkę. Natychmiast mu odpisałam.
Do: Jake
Cześć Jake. Przykro mi że nie trafiłam na ciebie gdy wpadłeś. Bardzo przepraszam za swoich braci, czasem potrafią być naprawdę niegrzeczni! W przyszłości ich ignoruj lol, bardzo chętnie spędziłabym z tobą czas. Podaj mi dzień oraz czas i będę gotowa :)
Kliknęłam „wyślij” i w duchu znowu krzyknęłam. Sprawdziłam swoją ostatnią wiadomość oczekując na odpowiedź od Jake'a.
Od: nieznany.
Hola mój nowy przyjacielu, który jest gatunku żeńskiego. Ukradłem twój numer z telefonu Harleya żebym mógł wysyłać przypadkowe smsy by cię wkurzyć.
Mam nadzieję że do tej pory to działa *nieszczery uśmiech* Biorąc pod uwagę dzisiejsze wcześniejsze zdarzenia (ja widzący twój tyłeczek) będę musiał cię ocenić i daję 6 z 10! Twoja opinia o mojej ocenie jest mile widziana...
-Justin.- wymamrotałam pod nosem, ale zaśmiałam się czytając wiadomość. Szybko odpisałam i szeroko się uśmiechnęłam.
Do: Justin
Bieber! Ukradłeś mój numer z telefonu mojego brata? Jak uroczo. Twój sms mnie nie wkurzył i nie wkurza, lubię pisać z moimi przyjaciółmi i odkąd jesteś jednym z nich to stanie się normalną rzeczą.
(Nadchodzi ważny moment).... Witam w moim kole zaufania Justin *wirtualny uścisk* Członkowie koła zaufania to ja, Jackson, Harley, Dante, Rayne i teraz ty.
Złam je i wyrzucę cię z niego na dupę, zrozumiane? Właśnie mnie oceniłeś? Trochę idiotycznie, nie sądzisz? 6 z 10? Przypuszczam że to nieźle, ale czekaj. Oceniasz mój tatuaż czy mój- jak go nazwałeś- tyłeczek?
Nacisnęłam wyślij i zachichotałam. Usłyszałam śmiech dochodzący z pokoju Rayne i nie byłam pewna czy ona i Dante skończyli, więc na wszelki nie ośmieliła się opuścić mojego bezpiecznego pokoju i głośnej muzyki. Zmieniłam piosenkę na swoim iPodzie i trochę ściszyłam głos ponieważ ranił moje bębenki. Mój telefon zaczął wibrować, Justin mi odpisał.
Od: Justin
Jestem teraz członkiem koła zaufania? *zagryza wargę i wachluje twarz dłonią* Nie złamię koła, to trochę wiele dla mnie znaczy Kotku. *zmusza łzy by pozostały w kanalikach łzowych*!
W połowie czytania smsa wybuchnęłam śmiechem. Muszę powiedzieć że ma poczucie humoru, dzięki Bogu.
Twój tatuaż jest na 6 lol powinienem dać to jasno do zrozumienia, twój tyłeczek jest na solidne 10! Czy przyjaciele mają zezwolenie by mówić sobie rzeczy tego typu?
Zachichotałam i kliknęłam „odpowiedz”.
Do: Justin
Cieszę się, że się rozumiemy, to koło ma pewnego rodzaju wielkie znaczenie. Pokaż swoje uczucia, nie będę cię osądzać (kłamię, prawdopodobnie właśnie to zrobię). Mój tyłeczek jest na solidną dziesiątkę? Tak, przyjaciele mogą wygłaszać takie komentarze od czasu do czasu, ale wow Harleyowi spodobałoby się gdyby widział że piszesz do mnie tak idiotyczne rzeczy.
Jednak utrzymam to w sekrecie, bo jestem taka niesamowita!... Eehemm, wybacz Bieber, czy jesteś jakimś specjalistą od tatuaży? Nawet nie widziałeś moich w całości dlatego prawdopodobnie nie możesz ich ocenić!
Nacisnęłam „wyślij” wciąż chichocząc. Podniosłam się z łóżka po czym wyłączyłam swojego iPoda i wolnym krokiem ruszyłam do salonu z telefonem w ręce. Dante i Rayne odpoczywali na kanapie.
-Wasza para wzbudza we mnie wstręt, przychodzę do domu i słyszę coś takiego. Do końca życia będę się bała.- powiedziałam dramatycznie, odwróciłam się i pomaszerowałam do lodówki słysząc ich śmiech.
Udawałam głupią.
-Dante, czy Harley czasem do ciebie nie dzwonił?- zapytałam z uśmiechem.
-Nie, dlaczego?- skłamał.
Zamierzałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy z Rayne, więc musiałam kłamać.
-Och, bez powodu.- wzruszyłam ramionami.
-Chciałabyś mi coś powiedzieć siostrzyczko?- Dante zapytał z rozbawieniem w głosie, wyraźnie wiedząc że kłamię.
-Pff, nie, nie, nic.... nada.- uśmiechnęłam się.
Kiepsko kłamię, nawet jeśli udaję.
Jestem pewnego rodzaju porażką. Rayne wskazała na moje biodro, a następnie na moją dupę i otworzyłam szerzej oczy jakbym dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co miała na myśli.
-Ale nie będziesz zły, prawda? Pamiętaj że jesteśmy w tym samym wieku, plus minut dziewięć minut. Och i pamiętaj jak bardzo mnie kochasz.- powiedziałam z niewinnym uśmieszkiem.
-Mów.-uśmiechnął się szeroko.
-Mamdwatatuaże.- wymamrotałam.
-Powtórz to wolniej.-zaśmiał się Dante.
Westchnęłam.
-Mam dwa tatuaże.- powiedziałam. Wpatrywał się we mnie przez moment, więc przełamałam napięcie uśmiechem.
-Pokaż mi je.-powiedział. Wiedziałam że faktycznie był zainteresowany zobaczeniem ich, ale już nie będzie kiedy dowie się gdzie są.
-Um, odradzałabym to.- powiedziałam i Rayne zachichotała, ale zamaskowała to kaszlem.
-Dlaczego?- zapytał zdezorientowany.
Westchnęłam.
-Są na moich przykrytych częściach ciała.- powiedziałam wzruszając ramionami. Jego oczy się rozszerzyły.
-tatuaż tuż nad pośladkami ?- wysyczał.
Potrząsnęłam głową.
-Nie takie, wiesz jak one wyglądają. Rayne i ja zrobiłyśmy sobie podobne tyle że pocałunek na moim tyłku jest czerwony zamiast różowy jak Rayne.- wzruszyłam ramionami.
-O mój Boże -powiedział Dante.-Nie mam nic przeciwko temu że Rayne je ma, bo wyglądają seksownie, ale na tobie-
-Co to ma znaczyć?- powiedziałam czując się urażona.
-Mam namyśli to, że jesteś moją siostrą. Inny mężczyzna może myśleć swoim chujem kiedy je zobaczy tak jak ja kiedy widzę tatuaże Rayne.- zacisnął pięści.
Jęknęłam.
-Nigdy nie protestowałam że nie możesz uprawiać seksu z Rayne, dlaczego ciągle musisz denerwować się czymś co mi się nie przytrafia? Nie mam chłopaka, więc nie uprawiam seksu, więc ty, Harley i Jackson możecie dać sobie spokój.- powiedziałam i oparłam głowę o ladę czując zdenerwowanie że muszę się powtarzać do moich braci.
Mój telefon zaczął wibrować i się uśmiechnęłam.
Od: Justin
Harley nie będzie miał nic przeciwko temu, że uważam twój tyłek jest seksowny... Dobra, właściwie będzie miał z tym problem. Jednak ufam ci że nic nie powiesz, w końcu jesteśmy w kole zaufania.
Zachichotałam, ale przestałam gdy Dante na mnie spojrzał.
-Z kim smsujesz?- zapytał z zainteresowaniem.
-Justin.- wzruszyłam ramionami.
-Bieber?- zapytał i kiwnęłam głową.
Zauważyłam że szeroko się uśmiechnął co było szokujące. Oczekiwałam kazania lub kolejnej rozmowy. Wyciągnął swój telefon i przystawił go do ucha, więc się znowu spojrzałam na swój telefon czytając resztę wiadomości od Justina.
Serio zapytałaś czy jestem ekspertem od tatuaży? Odpowiedź jest jakby oczywista zważając na to, że mam ich ponad piętnaście. Tak, jestem ekspertem i to właśnie był mój cel, nie widziałem go w całości, więc dopóki go nie zobaczę nie będę miał ostatecznej oceny i do tego czasu będzie 6.
Zataiłam uśmieszek.
Do: Justin
*westchnięcie* Dobra, nie powiem, chociaż to byłoby cholernie komiczne gdybyś został osaczony przez moich braci, powinnam przemyśleć doniesienie na ciebie. Och piętnaście tatuaży, trochę się przechwalasz? Mam tylko 13 mniej, kolego. Mogę cię jeszcze dogonić. *obecnie śmieje się „śmiechem muhahahaha”*
Justinie Bieberze gdybym cię nie znała pomyślałabym że próbujesz albo dobrać się do moich majtek albo do nich zerknąć. Taka strefa nie będzie miała miejsca kolego, przyjaciele pamiętasz? Ocena mojego tatuażu powinna zostać na 6, jestem z tego zadowolona :)
Kliknęłam „wyślij” i spojrzałam w górę zauważając Rayne, która szeroko się do mnie uśmiechała.
-Jesteśmy przyjaciółmi.- powiedziałam wiedząc o czym myślała.
Podniosła ręce do góry.
-Nic nie powiedziałam.- zachichotała.
-Nie, ale o tym pomyślałaś.- uśmiechnęłam się szeroko.
Zaśmiała się pod nosem i wzruszyła ramionami.
Czy teraz dziewczyna nie może mieć faceta jako przyjaciela?
_________________________
wiem że musieliście długo czekać, przepraszam. po prostu nie jestem często na komputerze, a rozdział był trochę długi. mam nadzieję że się podoba x
@vansonbiebur
Obudziłam się słysząc wykrzykiwanie mojego imienia. Usiadłam na łóżku właśnie wtedy, kiedy drzwi do mojego pokoju energicznie się otworzyły.
-Uderzyłaś go?- wrzasnęła Rayne.
To nie było pytanie, bardziej jak wkurzone stwierdzenie.
Westchnęłam i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie który wskazywał 11:01.
Potrząsnęłam głową.
-Rayne, wczoraj wieczorem przeprosiłam Dantego za uderzenie go, to był moment. Dokuczał mi i straciłam nad sobą panowanie.-wyjaśniłam.
Wciąż nie wyglądała na szczęśliwą, więc chrząknęłam.
-Rayne, rozumiem że jest twoim chłopakiem, ale jest też moim bratem. Bracia i siostry wdają się w walki. Więc nie traktuj mnie jak przypadkową chicka która uderzyła twojego chłopaka, mam prawo go uderzyć bardziej niż ty.- zaznaczyłam.
-Nikt nie ma prawa mnie uderzyć. Ja tylko chcę spokoju.-Dante krzyknął z salonu.
Chciałam się zaśmiać, ale zignorowałam go i zamiast tego skupiłam się na Rayne, która obecnie się we mnie wpatrywała.
-Jak to masz do tego bardziej prawo?- Rayne zapytała z gniewną miną także ignorując Dante.
-Jesteśmy spokrewnieni, dosłownie.-uśmiechnęłam się.
Wywróciła oczami po czym podeszła i usiadła na łóżku.
-Powiedział mi co się stało z Harleyem.-powiedziała łagodnie.
-Założę się że mnie nienawidzi.-skrzywiłam się.
Potrząsnęła głową.
-Wcale nie, jesteś jego dziewczyną numer jeden. Prawdopodobnie jest wkurzony, ale jeśli z nim porozmawiasz wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.- uśmiechnęła się.
Także się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową.
Byłam pewna że miała rację, ale wciąż czułam się jak gówno z powodu całej tej sytuacji.
-Więc- uśmiechnęła się i wstała.- Wczoraj wieczorem całkowicie obściskiwałaś się z Justinem, dwa razy z tego co słyszałam.- zapiszczała rozśmieszając mnie.
-To były tylko pocałunki na szczęście Rayne, powiedziałam mu że chcę być tylko przyjaciółmi i się zgodził.- powiedziałam rozciągając się.
Walnęła moje ramię, co zabolało.
-Au, po co to brutalne zachowanie?- zapytałam.
-Dlaczego chcesz być w strefie przyjaźni?- zadała pytanie.
Wzruszyłam ramionami.
-Jest blisko z Harleyem i Jacksonem, wkrótce będzie też blisko z Dante. Wyobraź sobie jak niezręczne by to było gdybyśmy zaczęli się spotykać, a późnej zerwali?
Westchnęła.
-Przypuszczam że tak, ale-
-Żadnego ale, jesteśmy przyjaciółmi i to wszystko.- uśmiechnęłam się.
-Nieważne.- fuknęła i wyszła z pokoju głośno tupiąc.
Zaśmiałam się z niej patrząc przez okno.
Dzisiejszy dzień był pochmurny i wyglądało na to, że na zewnątrz jest chłodno, więc przebrałam się w szary, lekko obszerny dres trzy czwarte z Nike, spodnie- które nagle były na mnie za duże- sięgały tylko do moich kolan, więc były wystarczając dobre by je ubrać w razie gdyby pogoda się zmieniła.
Założyłam białe skarpetki do kostki i białe converse. Umyłam twarz i nie nałożyłam makijażu.
Ponieważ poszłam do łóżka z mokrymi włosami zwiniętymi w koka, były teraz pofalowane i niechlujnie pokręcone kiedy je rozpuściłam. Potrząsnęłam nimi kilka razy tam i z powrotem po czym związałam grzywkę w warkocz na boku i zostawiłam je rozpuszczone.
Zaciągnęłam swoje stopy do salonu, Dante siedział na sofie oglądając Spongebob'a.
Skoczyłam mu na brzuch i nogi sprawiając że jęknął.
-Cholera, Kyah.- powiedział rozśmieszając mnie.
-Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać.-ziewnęłam co sprawiło że on też ziewnął.
Zobaczyłam, że jego warga wciąż była spuchnięta i się skrzywiłam.
-Przepraszam.- powiedziałam patrząc na jego twarz.
Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Tak, powtarzałaś to wczoraj wieczorem. Powiedziałem ci że jest spoko, więc przestań przepraszać.- szturchnął mnie sprawiając że się zaśmiałam.
Pocałowałam jego czoło i zeskoczyłam z niego, niezgrabnie szurając do kuchni.
-Czy ty szurasz?- Rayne zapytała ze śmiechem.
-To moje leniwe szuranie.-wzruszyłam ramionami.
-Śniadanie?- zapytała wskazując na jajka na bekonie które robiła.
Pokręciłam głową.
-Muszę iść się zobaczyć z Harleyem, jest mi niedobrze przez to co mu powiedziałam.-powiedziałam wyciągając telefon.
-Piszesz do niego?-zapytał Dante przechodząc obok mnie, drapiąc się po jądrach przez bokserki.
Fuj!
-To cholernie obrzydliwe.-wysyczałam rozśmieszając go.- I tak, piszę do Harleya. Nie chcę się pokazać w jego mieszkaniu jeśli on nie chce się ze mną widzieć.- wzruszyłam ramionami i napisałam Harleyowi wiadomość.
Do: Harley
Mogę przyjść się z tobą zobaczyć, proszę? Muszę z tobą porozmawiać. *
Położyłam telefon na ladzie i spojrzałam na Dante, który westchnął.
-Przestań czuć się tak źle, wiesz że mam pełny udział w twoich emocjach. Przez ciebie czuję się ponuro.-zaznaczył.
Zaśmiałam się.
-Nie lubisz być moim bliźniakiem, zraniłeś mnie Dante.- droczyłam się.
Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział bo mój telefon zaczął wibrować na ladzie. Podniosłam go i zobaczyłam, że mam jedną nową wiadomość od Harleya. Zawahałam się na moment zanim ją otworzyłam.
Od: Harley
Tak, brzmi nieźle. Do zobaczenia niedługo.
Odetchnęłam z ulgą i włożyłam telefon do kieszeni, pobiegłam do łazienki i umyłam zęby po czym wróciłam do salonu by zabrać klucze.
-Idę się zobaczyć z Harleyem, niedługo wrócę.- krzyknęłam do Rayne, która odpowiedziała „okej” gdy opuszczałam mieszkanie.
Gdy wsiadłam do samochodu, przebyłam dziesięciominutową podróż do kompleksu mieszkaniowego Harleya. Jackson mieszka dwie przecznice dalej od niego podczas gdy Dante mieszka bliżej szkoły, tak jak ja. Ale wszyscy mamy do siebie dziesięć minut co jest spoko.
Kiedy dojechałam do budynku Harleya zaparkowałam samochód, podeszłam do drzwi i nacisnęłam na numer jego mieszkania. Nie odebrał, po prostu wpuścił mnie do środka.
Otworzyłam drzwi i pobiegłam po schodach na odpowiednie piętro, jego drzwi były nieznacznie uchylone, więc weszłam i zobaczyłam jak odpoczywa na kanapie. Podeszłam i usiadłam obok niego.
-Bardzo mi przykro z powodu tego co ci powiedziałam, nie miałam tego na myśli. Obiecuję.-przeprosiłam.
Harley pokiwał głową, ale na mnie nie spojrzał.
-Nienawidzisz mnie, prawda?- zapytałam i spojrzałam w dół na swoje dłonie.
Usłyszałam jego westchnięcie gdy usiadł prosto, poczułam jak przyciąga mnie do uścisku i nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
-Nie, nie nienawidzę cię. Było mi przykro z powodu tego co powiedziałaś, ale wiem że nie miałaś tego na myśli. Przyjmuję twoje przeprosiny, wybaczam ci siostrzyczko.- Harley uśmiechnął się szeroko.
Wypuściłam z siebie powietrze.
-Dzięki Bogu.
Śmiał się z mojej reakcji. Usłyszałam jakiś hałas, który brzmiał jak jęki.
-Harley- powiedziałam siadając prosto.- Proszę, proszę powiedz że to nie to na co brzmi.-błagałam, słuchał przez sekundę i się wzdrygnął.
-Przepraszam, to Justin z uh... zapomniałem jej imienia.- Harley wzruszył ramionami.
-Fuj. Robi to podczas gdy tutaj jesteś. Chory suki-
-Hej, bez przezywania. To jego mieszkanie, więc nie mogę go powstrzymać.- powiedział Harley przerywając mi.
Wstałam.
-Przepraszam, to jego co?- zapytałam.
Harley się zaśmiał.
-Sposób w jaki stoisz wygląda jakbyś miała zamiar na mnie nakrzyczeć.- zauważył, więc zmieniłam swoją postawę.
-Tatuś kupił to mieszkanie tobie.- powiedziałam zdezorientowana.
-Tak, ale Justin mieszkał tu ze mną, ale po całym tym gównie które zaszło z Lisą, wyprowadził się a teraz wrócił. Dzielimy się rachunkami, więc wszyscy są szczęśliwi.- wzruszył ramionami.
-Mój Boże, wczoraj wieczorem się pogodziliście i już się wprowadził?- potrząsnęłam głową.-Jak przyniósł tutaj swoje rzeczy?- zapytałam.
-Zabrał wszystko dziś rano i wpadł na dziewczynę z wczoraj w jakiejś kawiarni.-wzruszył ramionami.
Spiorunowałam go wzrokiem, z jakiegoś powodu nie zadowolona z tego pomysłu.
-On wprowadził cię w walki?- zapytałam znienacka.
Harley poczekał moment i pokiwał głową.
-Nie prosił mnie bym to robił, ale zostałem zapoznany z tym kiedy zobaczyłem jego pierwszą walkę dwa lata temu.-wyjaśnił.
-Dlaczego nigdy mi nie powiedziałeś, że masz tak dobrego przyjaciela? To znaczy nigdy nie wspomniałeś o Justinie, nawet raz.- zapytałam czując się trochę rozczarowana.
Harley wzruszył ramionami.
-On jest bardziej jak ja, Jackson i Dante. Nie potrzebujesz kolejnego oddziaływania wokół siebie, ale za późno, już go poznałaś.-zażartował.
Wywróciłam oczami. Świetnie, czwórka niegrzecznych chłopców.
Zakpiłam i skrzyżowałam ramiona.
Kocham swoich braci, naprawdę. Są niesamowici, bo świetnie mnie traktują ale są pewnego rodzaju sukami jeśli chodzi o dziewczyny- cóż, nie Dante odkąd spotyka się z Rayne- uprawiali seks z wieloma z nich po czym nigdy więcej się z nimi nie widzieli czego nienawidzę, ale nie mogę zmienić.
Skrzyżowałam ramiona na piersi.
-Nie mów mi że go nie lubisz, po tych pocałunkach na szczęście myślałem-
-Nie kończ tego zdania, powiedziałam mu że chcę być tylko przyjaciółmi i nie ma nic przeciwko.- wskazałam na jego pokój z którego obecnie dochodziły odgłosy uprawiania seksu.-Wyraźnie.
-Chcesz żebym go zabił?- zapytał rozśmieszając mnie.
-Nie, nie obchodzi mnie co robi. To nie moja sprawa.-wzruszyłam ramionami po czym odwróciłam się i włączyłam xbox'a 360 Harleya.
Wrzuciłam jego wyścigi samochodowe, to moja ulubiona spośród wszystkich innych. Głównie dlatego, że łatwo się w nią gra.
Jęki dziewczyny znowu rozeszły się po mieszkaniu.
-Ona udaje, Justin!- krzyknęłam.
Harley wybuchnął śmiechem, co sprawiło że szeroko się uśmiechnęłam.
Włożyłam do uszu słuchawki podłączone do iPoda i usiadłam prosto przed telewizorem plazmowym gdy gra się zaczęła.
Mama i tata nienawidzą gdy siedzę tak blisko, ale nic na to nie mogę poradzić. To zły nawyk. Ścigałam się kilka rund kiedy poczułam że ktoś na mnie patrzy. Spojrzałam przez ramię i zauważyłam dziewczynę zapinającą swoją koszulę.
-O, hej to blondyna.- uśmiechnęłam się szeroko.
Pokazała mi swój środkowy palec i się zaśmiałam.
-Naprawę z klasą.- znowu się zaśmiałam i odwróciłam się od niej.
-Nie bądź dla niej niemiła, teraz możesz wyjść.-usłyszałam jak Justin powiedział do tej dziewczyny.
-W takim razie zostawię ci swój numer.- powiedziała do niego, gdy pojawił się za nią.
-Um.. tak, nie kłopocz się.- Justin ziewnął i klepnął jej pupę.
-Przepraszam?- wysyczała dziewczyna.
Wybuchnęłam śmiechem po czym na nią spojrzałam.
-No dalej, nie bądź taka zaskoczona. Jesteś taką samą zdzirą jak on. Nie możesz być tak zdziwiona że nie chce twojego numeru.
Warknęła na mnie po czym złapała swoją torbę i opuściła mieszkanie, trzaskając za sobą drzwiami.
-Miła dziewczyna.-powiedziałam sarkastycznie kręcąc głową.
Justin był tylko w bokserkach pokazując dużo skóry.. pysznej skóry. Jego tatuaże wyglądały doskonale na umięśnionym ciele. Uśmiechnął się do mnie.
Nie odwzajemniłam gestu, zamiast tego po prostu wróciłam do swojej gry.
-Jak leci, Kotku?- zapytał Justin.
Usłyszałam jak opadł na kanapę naprzeciw mnie, gdzie Harley teraz drzemał. Cóż, przynajmniej wydaje mi się że drzemał.
Zignorowałam Justina i z powrotem włożyłam swoje słuchawki. Zanim rozpoczęłam kolejny wyścig, zostały mi one zabrane z uszu.
-Hej.-warknęłam.
-To niegrzeczne słuchać muzyki na słuchawkach kiedy jesteś w czyimś towarzystwie.-zwrócił uwagę Justin.
Westchnęłam i wyłączyłam xboxa Harleya.
Schyliłam się po kontroler kiedy usłyszałam cichy gwizd.
-Niezły tatuaż Kotku.
Pisnęłam, podskoczyłam i odwróciłam się do Justina.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że spadły mi spodnie pokazując kawałek mojego tyłka.
Spojrzałam na Harleya, który miał otwarte oczy. Najwidoczniej jednak nie spał.
-Tatuaż? Jaki tatuaż?- zapytał siadając.
-Przepraszam, co?- zapytałam Harleya- Śnisz bracie?- zaśmiałam się nerwowo.
-Masz tatuaż?- Harley zapytał wstając.
Westchnęłam.
-Nie krzycz na mnie, ty jesteś nimi pokryty!- sprzeczałam się.
-To co innego, jestem starszy niż ty. Masz tylko osiemnaście lat plus jesteś dziewczyną.-oznajmił.
-Mam wystarczająco lat, jestem dorosła. I co z tego że jestem dziewczyną, czy to oznacza że nie mogę mieć tatuaży?- zapytałam.
Potrząsnął głową z irytacji.
-Tatuaży, jako liczba mnoga? Masz więcej niż jeden?- zapytał, a ja przygryzłam wargę.
Złapana- pomyślałam.
Westchnęłam i pokiwałam głową.
-Mam dwa.-wymamrotałam.
-Kiedy je zrobiłaś? Pokaż mi.- rozkazał.
-Zrobiłam je w tamtym roku kiedy byłam z Rayne na weekend w Nowym Jorku i um nie mogę ci ich pokazać.-mamrotałam.
-Nowy Jork, lepiej żeby zostało wysterylizowane. I dlaczego nie możesz ich pokazać?- zapytał.
-Było wysterylizowane i um cóż, są w miejscach na których bracia nie patrzą swoim siostrom.- wzruszyłam ramionami.
-O mój Boże- jęknął Harley i z powrotem usiadł, Justin się zaśmiał.-Gdzie jest ten który zobaczyłeś?- zapytał Justina.
-Jej tyłek.- odpowiedział Justin.
-Dlaczego w ogóle patrzyłeś na moją dupę ty zboczeńcu.-burknęłam.
-Była na widoku Kotku.- wzruszył ramionami.
Wywróciłam oczami.
-Mam wytatuowany pocałunek na prawym pośladku i zanim zapytasz, zrobiła go kobieta.-powiedziałam do Harleya, a ten znowu jęknął.
-Dzięki Bogu przynajmniej za to.-westchnął.
-Nie przeszkadza ci bycie tak nadopiekuńczym i przesadne reagowanie na wszystko co robię?- zapytałam Harleya, a on potrząsnął głową rozśmieszając Justina.
-To nie jest śmieszne, Bieber.- wysyczałam.
Justin otworzył szerzej oczy.
-Stary, brzmiała dokładnie jak ty kiedy to powiedziała.- powiedział do Harleya.
-Wiem- zaśmiał się Harley.- Jackson mówi że jest bardzo podobna do mnie.- uśmiechnął się dumnie.
-Ale nie jestem dziwką jak ty.-zaznaczyłam.
Obaj chłopcy tylko się zaśmiali.
-Wiecie że oboje możecie mieć chorobę weneryczną i o tym nie wiedzieć.- zrobiłam zniesmaczoną minę.
Harley na mnie machnął i szeroko się uśmiechnęłam, wiedząc że trafiłam w czuły punkt.
Wiedziałam że są czyści, wszyscy chłopcy na kampusie mają robione przez uniwersytet co kilka miesięcy testy.
Zadzwonił mój telefon, Rayne.
-Halo.-powiedziałam wskakując na kuchenną ladę.
-Jake Parker z dolnego piętra właśnie wpadł szukając cię.- zapiszczała.
-Co? Serio? Kiedy?- krzyknęłam.
Justin i Harley zwrócili swoją uwagę do mnie, ale ich zignorowałam.
Jake Parker jest absolutnym przystojniakiem z mojego budynku mieszkalnego, myślę że jest studentem przedostatniego roku na uniwersytecie.
-Nie wiem, powiedział że widział cię w Jed's wczoraj wieczorem i chce spędzić z tobą czas.-wyjaśniła.
-Chce spędzić ze mną czas, o mój Boże. Mówisz poważnie? Nie żartuj ze mnie Rayne.- ostrzegłam, a ona się zaśmiała.
-Nie wygłupiam się, obiecuję. Dante próbował mu powiedzieć by zostawił cię w spokoju, ale go powstrzymałam. Dałam mu twój numer i powiedział, że później do ciebie napisze.- uśmiechnęła się promiennie.
Wydałam z siebie dziewczęcy pisk i wykonałam krótki taniec szczęścia na ladzie, sprawiając że mój brat i Justin się zaśmiali.
-Niedługo będę w domu.- powiedziałam do telefonu i rozłączyła się po tym jak się pożegnałyśmy.
-Kogo dupę mam skopać?-zapytał Harley z szerokim uśmiechem.
-Nikogo.-uśmiechnęłam się.
-Kto chcę spędzić z tobą czas?-zapytał.
-Jake Parker.-uśmiechnęłam się promiennie.
Twarze obu chłopców spochmurniały. Harley spojrzał na Justina który miał napiętą twarz.
-Zanim zaczniesz zawracać mi głowę jako starszy brat, nawet nie próbuj go odstraszyć. Ostrzegam cię Harley.- ostrzegłam i wtedy skierowałam się do drzwi.
-Nienawidzę tego dzieciaka, pewny siebie dupek.-Justin wymamrotał.
Wywróciłam oczami i go zignorowałam.
-Przynajmniej powiedz nam gdzie jest twój drugi tatuaż.-zawołał za mną Justin.
Otworzyłam drzwi i się odwróciłam.
Podniosłam bluzę pokazując im swój brzuch.
-Zaczyna się tutaj- wskazałam na szczyt trasy z gwiazdek, który był tuż nad linią moich majtek.- I jedzie w dół, a kończy się w miejscu o którym Harley będzie miał koszmary jeśli zobaczy je jakiś chłopak.- uśmiechnęłam się i odwróciłam.
-Kyah.- krzyknął Harley.
Zaśmiałam się i zbiegłam po schodach do samochodu. Szybko dotarłam do mieszkania i pobiegłam po schodach.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że zrobiła sobie tatuaże? Powiedziałaś że masz je od niedawna.-usłyszałam krzyk Dante'go kiedy weszłam do środka.
Westchnęłam i lekko zamknęłam drzwi. Harley oczywiście zadzwonił do Dante, ale z niego szczur.
-Ay dios mio, Dante. Ona ma osiemnaście lat, jest twoją siostrą i nie potrzebuje zgody od ciebie, Harleya lub Jacksona by robić takie rzeczy. Wszyscy musicie dać jej spokój.- odkrzyknęła Rayne.
-Dokładnie Rayne, jest moją siostrą. Nie wygłaszaj mi kazań że ja i chłopcy jesteśmy nadopiekuńczy, my ją kochamy. To niemożliwe by zachowywać się inaczej odkąd to się stało, miałem tylko siedem lat, ale wiedziałem kiedy wróciła do domu cała zabandażowana i posiniaczona, że muszę wstać i ją chronić. Może gdybym wtedy się z nią bawił ci ludzie by jej nie zabrali, ale tego nie zrobiłem, zostawiłem ją samą. Nigdy więcej, umrę zanim pozwolę by coś jej się stało. Jeśli ci się to nie podoba to ze mną zerwij.- krzyknął Dante.
Przyłożyłam dłoń do ust by kontrolować swoje sapnięcia. Dante się obwinia? To głupie, to nie była jego wina.
Wytężyłam słuch by usłyszeć co odpowie Rayne, ale usłyszałam pociąganie nosem.
Płakała.
-Nie zrywam z tobą. Jak możesz coś takiego do mnie mówić.- zapłakała. -Wiem jak troszczysz się o Kyah, wiem i to kocham. Kocham waszą więź, mówię tylko że musisz pozwolić jej trochę odetchnąć, to wszystko. -znowu pociągnęła nosem.
Usłyszałam westchnięcie.
-Przepraszam mami.-Dante powiedział cicho, nie podobało mu się że ją zasmucił.
-Nie miałem tego na myśli, po prostu nienawidzę gdy ludzie kwestionują dlaczego tak bardzo troszczę się o Kyah. Wiem że to rozumiesz i to jeden z powodów dlaczego cię kocham.- powiedział i zaczął mówić do niej pieszczoty po Hiszpańsku, które sprawiły że sama się zarumieniłam.
Usłyszałam jak się całują i Rayne jęknęła, a ja się wzdrygnęłam. Wycofali się do pokoju Rayne i prawie zwymiotowałam wiedząc co mieli zamiar zrobić.
Poszłam do kuchni, wyciągnęłam z lodówki sok i nalałam go do szklanki.
-Ay papi.-jęknęła Rayne.
Nienawidzę gdy to mówi, dosłownie się wzdrygam wiedząc że mówi „och tatusiu” do mojego brata.
Fu.
Myślę że to słodkie kiedy Dante nazywa ją mamior mamacita ale „aye papi” podczas gdy uprawiają seks to za dużo dla jakiejkolwiek siostry.
-Ay dios mio papi. -krzyknęła znowu.
Przetłumaczyłam to sobie.
-O mój Boże.- potrząsnęłam głową modląc się by niedługo przestali inaczej na nich nakrzyczę.
Pognałam obok pokoju Rayne by dostać się do swojego i położyłam się na łóżku.
-Siga adelante, no se detenga.-krzyknęła Rayne kilka minut później.
Czy właśnie powiedziała mojemu bratu by utrzymywał tępo i nie przestawał?
Fuj!
-O mój Boże, ludzie, to strasznie wstrętne.- krzyknęłam po czym podłączyłam iPoda do mojego iPod dock'a i włączyłam głośno muzykę, więc już nie słyszałam Rayne.
Zaczęła się piosenka Chris'a Brown'a- Yeah x3 i odprężyłam się do czasu aż poczułam wibrację swojego telefonu w kieszeni.
Wyciągnęłam go i zobaczyłam że mam niedobrane połączenia od Harleya oraz Jacksona i dwie wiadomości od nich oraz dwie wiadomości od numerów, których nie miałam zapisanych. Najpierw otworzyłam te od swoich braci.
Od: Jackson
Masz tatuaże na swoich intymnych częściach ciała! Serio Kyah? Czy mama i tata wiedzą że je masz? Zaraz coś rozwalę, oddzwoń do mnie!
Zachichotałam czytając kawałek „intymne części ciała”. Nie może zdobyć się by powiedzieć „twoja pupa” albo „twoja wagina”. Mogę sobie wyobrazić jak bardzo wstrząśnięci są moi bracia.
Do: Jackson
Jezu! To tylko tatuaże, uspokój się. To nie tak jakbym brała narkotyki czy uprawiała seks z nieznajomymi. Masz je na całym ciele, więc nie bądź hipokrytą. Mama wie, ale tata nie i wolałabym żeby tak zostało, proszę. Zadzwonię później, zamierzam się zdrzemnąć. Kocham cię*
Widzisz ten mały symbol który wstawiłam na końcu wiadomości, to *? Nie wiem dlaczego, ale odkąd nauczyłam się smsować wysyłam to jako pocałunek zamiast 'x'. Cała moja rodzina i Rayne wiedzą co mam namyśli kiedy im to napiszę. Wysłałam wiadomość którą napisałam do Jacksona i otworzyłam tą od Harleya.
Od: Harley
Nie mogę uwierzyć że od tak sobie wyszłaś! Poważnie? Tatuaż na twoich... intymnych miejscach. Robisz to celowo żebym dostał ataku serca? Zadzwoń kiedy to zobaczysz!
Nie mogłam nic na to poradzić, wybuchnęłam śmiechem czytając wiadomość od Harleya. Dla niego również było wysiłkiem napisanie „intymne miejsca”. Boże, moi bracia potrafią być zabawni.
Do: Harley
Nie, nie próbuję celowo sprawić że będziesz miał atak serca, starszy bracie. To właśnie dlatego nie powiedziałam ani tobie ani Dante i Jacksonowi. Bo wiedziałam że wszyscy tak zareagujecie.
Woah, déjà vu! Przypominam sobie że powiedziałeś do mnie wczoraj te same słowa o tym co ukrywałeś przede mną przez ponad rok? ....Sekret o czym? Och tak, braniu udziału w walkach! Jeśli nadal będziesz zły to jesteś hipokrytą, a ich nikt nie lubi.
Więc weź głęboki wdech, zagraj na Xboxie lub wyjdź na piwo i się zrelaksuj! Nie wychodzę dziś wieczorem, więc nie musisz się o mnie martwić. Zadzwonię później, zamierzam się zdrzemnąć. Kocham Cię*
Kliknęłam „wyślij” i się uśmiechnęłam. Nie odpisze na tego sms'a bo wie że mam rację. Następnie pstryknęłam na numer którego nie znałam i przeczytałam pierwszą wiadomość.
Od: nieznany
Hej Kyah. Tutaj Jake Parker z dolnego piętra. Um Rayne dała mi twój numer żebym mógł do ciebie napisać. Właściwie wpadłem zobaczyć czy chciałabyś później spędzić razem czas czy coś.
Wczoraj wieczorem widziałem cię w Jed's, wyglądałaś fantastycznie. Podszedłbym się przywitać, ale twoi bracia uprzejmie kazali mi od ciebie spieprzać lol. Więc tak, odpisz mi i daj mi znać czy chcesz razem spędzić czas.
Pisnęłam czytając wiadomość, okej teraz nie ma mowy o tym żebym się zdrzemnęła, jestem zbyt szczęśliwa na drzemkę. Natychmiast mu odpisałam.
Do: Jake
Cześć Jake. Przykro mi że nie trafiłam na ciebie gdy wpadłeś. Bardzo przepraszam za swoich braci, czasem potrafią być naprawdę niegrzeczni! W przyszłości ich ignoruj lol, bardzo chętnie spędziłabym z tobą czas. Podaj mi dzień oraz czas i będę gotowa :)
Kliknęłam „wyślij” i w duchu znowu krzyknęłam. Sprawdziłam swoją ostatnią wiadomość oczekując na odpowiedź od Jake'a.
Od: nieznany.
Hola mój nowy przyjacielu, który jest gatunku żeńskiego. Ukradłem twój numer z telefonu Harleya żebym mógł wysyłać przypadkowe smsy by cię wkurzyć.
Mam nadzieję że do tej pory to działa *nieszczery uśmiech* Biorąc pod uwagę dzisiejsze wcześniejsze zdarzenia (ja widzący twój tyłeczek) będę musiał cię ocenić i daję 6 z 10! Twoja opinia o mojej ocenie jest mile widziana...
-Justin.- wymamrotałam pod nosem, ale zaśmiałam się czytając wiadomość. Szybko odpisałam i szeroko się uśmiechnęłam.
Do: Justin
Bieber! Ukradłeś mój numer z telefonu mojego brata? Jak uroczo. Twój sms mnie nie wkurzył i nie wkurza, lubię pisać z moimi przyjaciółmi i odkąd jesteś jednym z nich to stanie się normalną rzeczą.
(Nadchodzi ważny moment).... Witam w moim kole zaufania Justin *wirtualny uścisk* Członkowie koła zaufania to ja, Jackson, Harley, Dante, Rayne i teraz ty.
Złam je i wyrzucę cię z niego na dupę, zrozumiane? Właśnie mnie oceniłeś? Trochę idiotycznie, nie sądzisz? 6 z 10? Przypuszczam że to nieźle, ale czekaj. Oceniasz mój tatuaż czy mój- jak go nazwałeś- tyłeczek?
Nacisnęłam wyślij i zachichotałam. Usłyszałam śmiech dochodzący z pokoju Rayne i nie byłam pewna czy ona i Dante skończyli, więc na wszelki nie ośmieliła się opuścić mojego bezpiecznego pokoju i głośnej muzyki. Zmieniłam piosenkę na swoim iPodzie i trochę ściszyłam głos ponieważ ranił moje bębenki. Mój telefon zaczął wibrować, Justin mi odpisał.
Od: Justin
Jestem teraz członkiem koła zaufania? *zagryza wargę i wachluje twarz dłonią* Nie złamię koła, to trochę wiele dla mnie znaczy Kotku. *zmusza łzy by pozostały w kanalikach łzowych*!
W połowie czytania smsa wybuchnęłam śmiechem. Muszę powiedzieć że ma poczucie humoru, dzięki Bogu.
Twój tatuaż jest na 6 lol powinienem dać to jasno do zrozumienia, twój tyłeczek jest na solidne 10! Czy przyjaciele mają zezwolenie by mówić sobie rzeczy tego typu?
Zachichotałam i kliknęłam „odpowiedz”.
Do: Justin
Cieszę się, że się rozumiemy, to koło ma pewnego rodzaju wielkie znaczenie. Pokaż swoje uczucia, nie będę cię osądzać (kłamię, prawdopodobnie właśnie to zrobię). Mój tyłeczek jest na solidną dziesiątkę? Tak, przyjaciele mogą wygłaszać takie komentarze od czasu do czasu, ale wow Harleyowi spodobałoby się gdyby widział że piszesz do mnie tak idiotyczne rzeczy.
Jednak utrzymam to w sekrecie, bo jestem taka niesamowita!... Eehemm, wybacz Bieber, czy jesteś jakimś specjalistą od tatuaży? Nawet nie widziałeś moich w całości dlatego prawdopodobnie nie możesz ich ocenić!
Nacisnęłam „wyślij” wciąż chichocząc. Podniosłam się z łóżka po czym wyłączyłam swojego iPoda i wolnym krokiem ruszyłam do salonu z telefonem w ręce. Dante i Rayne odpoczywali na kanapie.
-Wasza para wzbudza we mnie wstręt, przychodzę do domu i słyszę coś takiego. Do końca życia będę się bała.- powiedziałam dramatycznie, odwróciłam się i pomaszerowałam do lodówki słysząc ich śmiech.
Udawałam głupią.
-Dante, czy Harley czasem do ciebie nie dzwonił?- zapytałam z uśmiechem.
-Nie, dlaczego?- skłamał.
Zamierzałam udawać że nie słyszałam jego rozmowy z Rayne, więc musiałam kłamać.
-Och, bez powodu.- wzruszyłam ramionami.
-Chciałabyś mi coś powiedzieć siostrzyczko?- Dante zapytał z rozbawieniem w głosie, wyraźnie wiedząc że kłamię.
-Pff, nie, nie, nic.... nada.- uśmiechnęłam się.
Kiepsko kłamię, nawet jeśli udaję.
Jestem pewnego rodzaju porażką. Rayne wskazała na moje biodro, a następnie na moją dupę i otworzyłam szerzej oczy jakbym dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego co miała na myśli.
-Ale nie będziesz zły, prawda? Pamiętaj że jesteśmy w tym samym wieku, plus minut dziewięć minut. Och i pamiętaj jak bardzo mnie kochasz.- powiedziałam z niewinnym uśmieszkiem.
-Mów.-uśmiechnął się szeroko.
-Mamdwatatuaże.- wymamrotałam.
-Powtórz to wolniej.-zaśmiał się Dante.
Westchnęłam.
-Mam dwa tatuaże.- powiedziałam. Wpatrywał się we mnie przez moment, więc przełamałam napięcie uśmiechem.
-Pokaż mi je.-powiedział. Wiedziałam że faktycznie był zainteresowany zobaczeniem ich, ale już nie będzie kiedy dowie się gdzie są.
-Um, odradzałabym to.- powiedziałam i Rayne zachichotała, ale zamaskowała to kaszlem.
-Dlaczego?- zapytał zdezorientowany.
Westchnęłam.
-Są na moich przykrytych częściach ciała.- powiedziałam wzruszając ramionami. Jego oczy się rozszerzyły.
-tatuaż tuż nad pośladkami ?- wysyczał.
Potrząsnęłam głową.
-Nie takie, wiesz jak one wyglądają. Rayne i ja zrobiłyśmy sobie podobne tyle że pocałunek na moim tyłku jest czerwony zamiast różowy jak Rayne.- wzruszyłam ramionami.
-O mój Boże -powiedział Dante.-Nie mam nic przeciwko temu że Rayne je ma, bo wyglądają seksownie, ale na tobie-
-Co to ma znaczyć?- powiedziałam czując się urażona.
-Mam namyśli to, że jesteś moją siostrą. Inny mężczyzna może myśleć swoim chujem kiedy je zobaczy tak jak ja kiedy widzę tatuaże Rayne.- zacisnął pięści.
Jęknęłam.
-Nigdy nie protestowałam że nie możesz uprawiać seksu z Rayne, dlaczego ciągle musisz denerwować się czymś co mi się nie przytrafia? Nie mam chłopaka, więc nie uprawiam seksu, więc ty, Harley i Jackson możecie dać sobie spokój.- powiedziałam i oparłam głowę o ladę czując zdenerwowanie że muszę się powtarzać do moich braci.
Mój telefon zaczął wibrować i się uśmiechnęłam.
Od: Justin
Harley nie będzie miał nic przeciwko temu, że uważam twój tyłek jest seksowny... Dobra, właściwie będzie miał z tym problem. Jednak ufam ci że nic nie powiesz, w końcu jesteśmy w kole zaufania.
Zachichotałam, ale przestałam gdy Dante na mnie spojrzał.
-Z kim smsujesz?- zapytał z zainteresowaniem.
-Justin.- wzruszyłam ramionami.
-Bieber?- zapytał i kiwnęłam głową.
Zauważyłam że szeroko się uśmiechnął co było szokujące. Oczekiwałam kazania lub kolejnej rozmowy. Wyciągnął swój telefon i przystawił go do ucha, więc się znowu spojrzałam na swój telefon czytając resztę wiadomości od Justina.
Serio zapytałaś czy jestem ekspertem od tatuaży? Odpowiedź jest jakby oczywista zważając na to, że mam ich ponad piętnaście. Tak, jestem ekspertem i to właśnie był mój cel, nie widziałem go w całości, więc dopóki go nie zobaczę nie będę miał ostatecznej oceny i do tego czasu będzie 6.
Zataiłam uśmieszek.
Do: Justin
*westchnięcie* Dobra, nie powiem, chociaż to byłoby cholernie komiczne gdybyś został osaczony przez moich braci, powinnam przemyśleć doniesienie na ciebie. Och piętnaście tatuaży, trochę się przechwalasz? Mam tylko 13 mniej, kolego. Mogę cię jeszcze dogonić. *obecnie śmieje się „śmiechem muhahahaha”*
Justinie Bieberze gdybym cię nie znała pomyślałabym że próbujesz albo dobrać się do moich majtek albo do nich zerknąć. Taka strefa nie będzie miała miejsca kolego, przyjaciele pamiętasz? Ocena mojego tatuażu powinna zostać na 6, jestem z tego zadowolona :)
Kliknęłam „wyślij” i spojrzałam w górę zauważając Rayne, która szeroko się do mnie uśmiechała.
-Jesteśmy przyjaciółmi.- powiedziałam wiedząc o czym myślała.
Podniosła ręce do góry.
-Nic nie powiedziałam.- zachichotała.
-Nie, ale o tym pomyślałaś.- uśmiechnęłam się szeroko.
Zaśmiała się pod nosem i wzruszyła ramionami.
Czy teraz dziewczyna nie może mieć faceta jako przyjaciela?
_________________________
wiem że musieliście długo czekać, przepraszam. po prostu nie jestem często na komputerze, a rozdział był trochę długi. mam nadzieję że się podoba x
@vansonbiebur
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)