piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 33


-‘Formalnie rzecz biorąc to nie jest zerwanie już dłużej. To boli ale kości muszą do siebie wrócić a ja po prostu potrzebuje trochę odpoczynku’ - wyjaśniam Harry'emu i Jake'owi.
Jake relaksował się na kanapie naprzeciwko mnie a ja leżałam na nogach Harry'ego kiedy rozłożyliśmy się na kanapie. Minęły dwa dni od kiedy skręciłam nogę. Obecnie jestem przykuta do apartamentu, dopóki nie poczuję się pewnie używając swoich kul , co stanie się niedługo. Na razie jestem zdana na siedzenie.
- ‘Nadal nie mogę uwierzyć ,że zwichnęłaś stopę mami’ – Harry potrząsnął głową , ‘Słyszałem ,że to okropnie wyglądało’ – zadrżał. 
Skinęłam – ‘Tak było’ – zatrzęsłam się przypominając sobie obraz mojej stopy wykręconej ze swojego miejsca – ‘To przyprawia mnie o zawroty głowy kiedy pomyśle jak to było wszystko skręcone.’
Jake usiadł prosto. –‘Myślę, że nadszedł czas, aby owinąć cię w folię bąbelkową księżniczko’ - Zagruchały do mnie jakbym była dzieckiem.
Rzuciłam w niego poduszką na co zachichotał łapiąc ją i kładąc za swoją głową. Usłyszałam ,że drzwi mieszkania otwierają się a Jazzy idzie z torbami w rękach i słuchawkami w uszach.
-‘Hej Jazz’ – krzyknęłam.
Jake szybko się wyprostował co sprawiło ,że ja i Harry posłaliśmy sobie znaczące spojrzenia.
Jazzy wyjęła swoje słuchawki. – ‘Hej ludzie’ – uśmiechnęła się – ‘Jak się czujesz?’ – spytała mnie.
Uśmiechnęłam się  ‘Wszystko dobrze tak samo jak  wcześniej kiedy dzwoniłaś do mnie szesnaście razy’ – powiedziałam na co zachichotała. –‘Justin zmusił mnie do dzwonienia do ciebie ponieważ odrzucasz kiedy dzwoni więc nie mógł się do ciebie dodzwonić’. – powiedziała a my oboje z Harrym zaczęliśmy się śmiać w momencie kiedy Jake ruszył do Jazzy.
To było trochę dziwne więc odchrząknęłam –‘Jazzy to jest Jake. Nie pamiętasz go ,ale już spotkałaś  i poznałaś go.’ – powiedziałam a Jake rzucił tą samą poduszką którą ja rzuciłam w niego prosto w moją twarz wywołując u mnie śmiech.
-‘Spotkaliśmy się wczoraj w szpitalu Ky’ – powiedział nie odwracając wzroku od Jazzy.
Jazzy zaczerwieniła się na jego słowa które uznałam za interesujące –‘Cześć’ – powiedziała nieśmiało.
Jake uśmiechnął się i położył rękę za głową co sprawiło ,że jego biceps się napiął. –‘Hej” – odpowiedział wyglądając naprawdę dobrze siedząc na kanapie.
Cała nasza trójka patrzyła na jego biceps przez minutę.
Otrząsnęłam się z tego pierwsza i trąciłam Harry’ego potem kaszlnęłam przez co zyskałam uwagę Jazzy. –‘Gdzie Justin?’ – spytałam ją.
Wywróciła oczami. -‘Parkuje swój motor. Nigdy więcej nie wezmę go ze sobą na zakupy, przynosi mi wstyd.’ – sapnęła i odłożyła torby na ladę.
Odwróciła się do nas twarzą i położyła ręce na swoich biodrach. –‘Oskarżył sprzedawcę o zaglądanie do przymierzali kiedy przymierzałam sukienkę. Uderzył chłopaka ,który tak przy okazji wyglądał na młodszego ode mnie przez co ochrona wyprowadziła nas ze sklepu.’ – potrząsnęła głową –‘Jestem tak bardzo upokorzona, tym razem zaszedł za daleko’ – stwierdziła.
Justin wszedł do pokoju parę sekund później jego oczy znalazły mnie, miał posiniaczoną szczękę na co westchnęłam -‘ Dobrze się czujesz?’ – spytał wskazując w kierunku mojej nogi ,która leżała na oparciu kanapy.
Skinęłam więc odwrócił się do Jazzy. ‘Nigdy więcej nie zsiadaj z mojego motoru na światłach nawet jeśli jesteś na mnie wściekła.’ – Syknął na co Jazzy wywróciła oczami. ‘Nie napadaj na sprzedawców to nie będę.’ – odpowiedziała.
Justin zacisnął szczękę. ‘Widziałem go jak wchodził do damskiej przymierzalni, byłaś tam jedyną dziewczyną’ – wykrzyknął.
Jazzy potrząsnęła głową. –‘Nikt nie wszedł do mojej przymierzalni a ty oszalałeś’ – krzyknęła.
-‘Ohhh’ – powiedziałam przytulając się do Harryego.
Było by cudownie gdybyśmy mieli trochę popcornu podczas oglądania tej kłótni.
Justin ścisnął grzbiet swojego nosa –‘On był pod twoimi drzwiami Jazzy, widziałem go’ – Justin wzruszył ramionami. –‘Poza tym ledwie dotknąłem dzieciaka’.
Jazzy odsunęła się od Justina - 'krew leciała z jego ust i nosa Justin. To jest to lekkie potraktowanie tego chłopaka?'- spytała na co Justin wzruszył ramionami.
‘Sprawiasz ,że jestem zażenowana wiesz o tym prawda? Oni nie pozwolą nam więcej wrócić do tego sklepu dzięki tobie’ – Jazzy zmarszczyła brwi.
Justin westchnął –’Przesadzasz, zapomną o tym do czasu kiedy pójdziesz tam ponownie’ – zapewnił ją.
Jazzy pokręciła głową. –‘Nie Justin, kiedy ochrona weszła do sklepu ty uderzyłeś głównego ochroniarza za to ze położył rękę na twoim ramieniu ,a on za to uderzył ciebie po czym ponownie go uderzyłeś za to ze cię uderzył. Oni po tym zrobili nam zdjęcia a ochroniarz który nas wyprowadzał ze sklepu powiedział nam głośno ,że nie możemy więcej wrócić do tego sklepu.’ – powiedziała gniewnie.
Potrząsnęłam głową. To było coś co Justin mógł zrobić więc całkowicie uwierzyłam Jazzy.
Justin zagryzł swoją wargę i zachichotał. -‘Tak, masz rację. Nie ma wyjścia ,żebyśmy mogli wrócić do tego miejsca.’ – zaczął się śmiać na co Jake prychnął kiedy ja pozostawałam cicho.
Myślę ,że Harry był cicho patrząc na Justina ponieważ uważał ,że jest gorący.
-‘Jesteś najgorszym bratem w życiu’ – Jazzy powiedziała i usiadła na stołku obok kuchni.
Justin przestał się śmiać. –‘Nie miałaś tego na myśli’. – zmarszczył brwi.
Jazzy skinęła. –‘Miałam. Ile razy zażenowałeś mnie czy zaczynałeś bójkę kiedy jakiś chłopak patrzył na mnie? Naprawdę to nie jest cholerne przestępstwo patrzeć na inną osobę’ – powiedziała na co Justin potrząsnął głową.
- 'Ten chłopak zajrzał do twojej przymierzalni więc skopałem jego głupi tyłek. Zrobiłbym to dla każdej dziewczyny Jazzy ale  jeśli dotyczy to ciebie, Kyah, Rayne, Baila czy Anne to chłopak powinien być szczęśliwy ze go nie zabiłem.’ - Justin stwierdził.
Jazzy zmrużyła oczy. –‘ Nie wiem co Kyah do cholery znalazła w tobie atrakcyjnego szczególnie kiedy jesteś cały posiniaczony.’ – przerwała. –‘Jesteś chorym chłopakiem który unika kary za bicie się i szczerze Justin nie chce chcę być koło ciebie ani chwili dłużej jeśli to jest sposób w jaki zamierzasz żyć.’ – powiedziała wzruszając ramionami potem wzięła torby i poszła na dół do mojego pokoju.
Rozszerzyłam oczy na słowa Jazzy tak jak Justin i reszta osób. Justin nawet nie zwrócił na nas uwagi tylko poszedł prosto do mojego pokoju za Jazzy.
-‘Co to do cholery miało znaczyć? Nie chcesz mnie już więcej znać?’ – Justin krzyknął.
Usłyszałam westchnienie Jazzy. ‘Spójrz. Przepraszam nie miałam tego na myśli. Ja po prostu nienawidzę tego ,że bijesz się tak dużo’.
Słyszałem cie siostro!
-‘ Wiem to, Kyah też tego nienawidzi ale to coś co robię przez długi czas Jazz. To po prostu przychodzi z tym kim jestem’. – Justin przerwał. – ‘Obiecuję zmniejszyć to chociaż wokół ciebie okej? Nie chcę ,żebyś była na mnie wściekła.’ – powiedział.
 -‘Wow ona go ochrzaniła’- Jake wymamrotał kiedy usłyszał słodka stronę Justina - która była zarezerwowana dla rodziny i ludzi którzy go obchodzili- i ja po prostu kiwnęłam w zgodzie.
To była prawda ,miała Justina owiniętego wokół swojego małego palca i to że była jego mała siostra to było banalne.
-‘Okej’ –Jazzy wymamrotała a po chwili usłyszałam jej chichot kiedy Justin krzyknął z radości i rzucił się na nią żeby ją przytulić. ‘Zdajesz sobie sprawę jakim cudownym człowiekiem jestem właśnie teraz zważywszy na to ,że widziałam cie częściowo każdego dnia. Myślę ,że powinieneś puścić mnie na randkę’. – oświadczyła Jazzy
Na randkę? Huh z kim?
-‘Na randkę?’ – Justin powiedział. –‘Z kim Jazzy?”
Jake nagle wstał. –‘Z Jake’m’ – Jazzy powiedziała na co Jake szybko poszedł w kierunku korytarza który nagle został wypełniony moimi braćmi, którzy wchodzili do mieszkania z dziewczynami.
-‘Jake, Jake Parker?’ –‘ głos Justina huknął’.
Jake wzdrygnął się –‘Cholera stary przesuń się.’ – Jake powiedział do Dante który uniósł brew.
-‘Justin’ – Jazzy krzyknęła.
Justin błyskawicznie był w pokoju i miał Jake na swoich plecach gdy leżeli na plecach –‘Stop’ – krzyknęłam i szarpnęłam go do pionu.
-‘Obiecałeś nie bić się kiedy jestem w pobliżu.’ – Jazzy krzyknęła kiedy wbiegła do pokoju.
Pattie, Jeremy i Jaxon weszli do mieszkania i popatrzyli zdezorientowani na to co się działo.
-‘ To było zanim dowiedziałem się ,że chcesz iść na randkę z tym kutasem,’ – Justin warknął na co Jazzy dosłownie chwyciła go za ramię ciągnąc go dopóki nie wstał z Jake’a.
Harley trącił Jake łokciem. –‘Spytałeś Jazzy o wyjście? Pragniesz śmierci stary?’ – warknął na co moi bracia zaczęli się śmiać.
-‘ Spytałem ją czy nie chciałaby iść czasami na kawę czy coś innego. Nigdy nie użyłem słowa randka.’ – powiedział i spojrzał na Jazzy która zaczerwieniła się.
Justin ścisnął swoje ręce. –‘ Moja siostra nie jest wystarczająco dobra ,żeby iść z tobą a randkę?’ – warknął.
-‘ Co?’ – Jake powiedział unosząc ręce w obronie. –‘ Masz zamiar mnie uderzyć ponieważ myślisz ,że spytałem ją o wyjście na randkę a teraz zamierzasz mnie uderzyć ,ponieważ nie chce iść z nią na randkę? Serio stary, nie ma  w tym wszystkim logiki.
Za nim Justin go uderzył zabrałam głos.
-‘ Chcesz iść z nią na randkę?’ – spytałam Jake’a na co wszyscy popatrzyli na mnie z litością za bycie praktycznie rozbitą.
Jake westchnął. –‘ Tak, chcę’, - zamknął oczy czekając aż Justin uderzy go pięścią ale uderzenie  nie zostało zadane ponieważ Pattie stanęła blisko Justina.
-‘ Później zapytaj Jazmyn i nie martw się nikim innym. Ona ma osiemnaście lat, jest dorosła i zdolna do wybrania sobie z kim chce się spotykać.’ – powiedziała na co Jazzy uśmiechnęła się razem z dziewczynami.
Justin patrzył na mnie gniewnie na co wywróciłam oczami. –‘Nawet na mnie tak nie patrz, my zostaliśmy parą kiedy miałam osiemnaście lat. Ty masz dwadzieścia jeden tak jak Jake więc jeśli będziesz się z nią o to kłócił to po prostu jesteś hipokrytą,’ – westchnęłam i potrząsnęłam głową. –‘ Justin nigdy nie pomyślisz ,że jakikolwiek chłopak będzie wystarczająco dobry dla twojej małej siostrzyczki. Cholera, jesteście najlepszymi przyjaciółmi z moimi braćmi i oni nienawidzą tego ,że ja i ty jesteśmy razem. Oni grożą ci cały czas ,że cię zabiją jeśli zranisz ich małą siostrę na Boga.’ – powiedziałam na co Rayne prychnęła.
Justin nadal nie był szczęśliwy ,ale lekko skinął. –‘Więc, mogę iść na randkę z Jakem?” – Jazzy zapytała Justina, Jeremy’ego i Jaxona.
Zachichotałam. Musiała spytać swoich małych braci o pozwolenie zamiast swojej własnej matki. To szalone jak terytorialni mogą być chłopcy nad dziewczynami i ich rodzinami
-‘Pozwól mi najpierw z nim szybko porozmawiać’ – Jeremy powiedział i zaprowadził Jake’a na dół do gościnnego pokoju  z Justin’em i Jaxon’em zaraz za nim.
-‘On teraz nigdy nie pójdzie ze mną na randkę’ – Jazzy westchnęła na co Harley się zaśmiał.. –‘ Nie martw się dziecko, kiedy Jake chciał umówić się z Kyah też z nim rozmawialiśmy. Myślę ,że powiedziałem mu że odetnę mu kutasa i zakopie go na sześć stóp pod ziemią jeśli ją zrani. On nadal namawia ją na spotkania więc dotrzyma obietnicy randki z tobą.’ – mrugnął.
Jazzy podeszła i usiadła obok mnie. –‘Myślisz ,że pójdę z Jake’m na randkę?” – spytała mnie poważnie.
Zaśmiałam się i potrząsnęłam głową. –‘Nie, byłam na tej drodze z Jake’m i my lepiej pasowaliśmy do siebie jako przyjaciele- zapewniłam ją
Pokiwała powoli głową, -‘Pieściłaś się z nim?’. – spytała.
Rayne i Baila zaczęły się śmiać. ‘ Całowali się częściej i bardziej niż mogli oddychać kiedy byli w pobliżu siebie’. – Baila odpowiedziała na co wywróciłam oczami z przesadą.
Najważniejsze że teraz jesteśmy przyjaciółmi. Mamy przeszłość ale nasza przyszłość to bycie najlepszymi przyjaciółmi - wzruszyłam ramionami - Jest dla mnie ważny, i tak naprawdę nie myślę o tym by go pocałować i tak dalej - powiedziałam a Jazzy przytaknęła.
-‘Całowałaś się z Harry’m?’ – spytała na co wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem. –‘Co? – Jazzy spytała.
-‘Mam chłopaka.’ – Harry odpowiedział jej.
-‘Oh’ – Jazzy powiedziała a potem rozszerzyła oczy. –‘OH!’ – powtórzyła kiedy zdała sobie sprawę ,że Harry jest gejem.
Zaśmiałam się. –‘ To nie fair prawda? Bo jest taki gorący’. – mrugnęłam na co Harry uśmiechnął się szeroko.
-‘ Ona jest dobra dla mojego ego’. – Harry powiedział do Pattie na co zachichotała.
Wywróciłam oczami. –‘ Oni tego nie liczą, to prawie jak przytulanie kiedy całujesz chłopaka geja’. – wzruszyłam ramionami.
-‘ Mogę cię pocałować jak normalny chłopak jeśli tylko chcesz mami’. – Harry za flirtował na co wybuchłam śmiechem.
-‘ Zachowaj te usta dla Toby’ego, papi’. – odpowiedziałam na co uśmiechnął się złośliwie.
Minęło kilka minut, spróbowałam wstać, pisnęłam i przypadkowo upadłam do przodu na Harleya i Anne którzy odpoczywali na podłodze. 
-‘ Cholera jasna, wszystko dobrze?’. – spytał mnie.
Pokiwałam i usłyszałam jęk. Popatrzyłam w dół i zdałam sobie sprawę ,że dosłownie leżałam na nim i Annie. –‘ Przepraszam’ – syknęłam w bólu.
Poczułam ręce wokół mojego ciała kiedy zostałam podniesiona. –‘ Dlaczego do cholery próbujesz chodzić?’ – spytał Jackson.
Chwyciłam się go kiedy posadził mnie delikatnie ponownie na kanapie potem puściłam go kiedy ruszył powrotem do Baili. 
Justin pojawił się w pokoju kiedy właśnie usiadłam ponownie. –‘ Co się stało? Krzyczałaś’. – powiedział do mnie.
-‘ Chciałam się napić-‘ –‘ Więc próbowałaś sama sobie wziąć?’ – przerwał mi.
Wzruszyłam ramionami. –‘Zapomniałam ,że nie mogę chodzić,’ – wyjaśniłam na co westchnął ale skinął głową podchodząc ,żeby mógł usiąść obok mnie.
-‘Głupia’ – Dante prychnął, spojrzałam na niego. –‘ Woooo przerażające spojrzenie’ - droczył się przez co chłopcy zaczęli się śmiać co mnie wkurzyło.
Popatrzyłam kiedy Jake wrócił do pokoju. Wyglądał trochę blado niż wtedy kiedy wychodził. Uśmiechnęłam się. –‘ To były groźby w stylu ojca chrzestnego?’ – spytałam.
Pokiwał głową, -‘Było podobnie wtedy jak Harley ostrzegał mnie ,żebym cie nie zranił tylko trochę szczególnie bardziej w morderczy sposób w jakim brałem udział.’ – powiedział na co Jazzy gwałtownie się zarumieniła.
-‘ Więc randka odbędzie się?’ – spytałam potem na co pokiwał głową z małym uśmiechem w kierunku Jazzy co sprawiło ,że zarumieniła się jeszcze bardziej.
Klasnęłam w moje ręce. –‘ Woo.’ – krzyknęłam z radości na co wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać.
-‘ Dante’, - krzyknęłam kiedy zobaczyła ,że wchodzi do kuchni.
-‘ Tak?’ – odkrzyknął.
Weź mi moje leki i tabletki przeciwbólowe proszę są w mojej małej czarnej apteczce’. – powiedziałam.
Justin wtulił się we mnie i pocałował moje ramie co wywołało u Pattie uśmiech kiedy patrzyła na nas.
-‘ Proszę siostro’, - Dante powiedział podając mi moją torbę i szklankę wody. 
Otworzyłam moją torbę i wyjęłam z niej wszystkie moje tabletki a potem wzięłam je jedna po drugiej. ‘- Jestem zmęczona tymi głupimi tabletkami’. –mruknęłam kiedy zamknęłam torbę.
-‘ Trudno’ – Harley powiedział na co zwężyłam oczy na niego co wywołało u niego uśmiech.
Zrelaksowałam się w ramionach Justina. –‘ Okej’ – ogłosiłam. –‘ Kto chce przepytać mnie do mojego nadchodzącego egzaminu? – spytałam a wszystkich – mam na myśli wszystkich na co jękneli.
-‘ Powiedzieliście wszyscy ,ze jeśli będę potrzebowała czegoś ,żebym zapytała o to więc pytam… poza tym to dla mojej edukacji. – stwierdziłam.
Westchnęli na co się uśmiechnęłam, bycie w połowie złamaną pozwala pracować z zadowoleniem. Słodko


- - Następnego Dnia --

-‘ Kyah? Gościu? Yo! O mój Boże czy to Brad Pitt?’ – Głos Jazzy zagrzmiał w moich uszach.
Przykryłam głowę poduszką od kanapy. –‘Odejdź,’ – jęknęłam. –‘ Moja noga boli. Wycofaj się Jazzy!’ – ostrzegłam na co usłyszałam jej chichot.
-‘ Jest prawie 3 po południu. Obudź się,’ – powiedziała i potrząsnęła moim ramieniem.
Chrząknęłam. –‘ Justin’ – krzyknęłam.
Nie było odpowiedzi na co westchnęłam dramatycznie.
-‘ Ha! On jest na lekcjach więc nie masz nikogo do kogo możesz skomleć.’ – Klasnęła w ręce więc się poddałam i usiadłam prosto.
-‘ Okej, co?’ – ziewnęłam.
Uśmiechnęła się i usiadła obok mnie na kanapie. –‘ Cudownie było z Jakem wczorajszej nocy.’ – rozpromieniła się.
Rozbudziłam się trochę bardziej i uśmiechnęłam. –‘ To cudownie, gościu!’. –rozpromieniłam się.
Pokiwała. –‘ Bardzo go lubię Kyah. O mój Boże długo rozmawialiśmy , czy wiesz że on kocha cie co do kawałka. Powiedział ,że to szalone jak blisko staliście sę i jesteś jego najlepszą przyjaciółką.’ – pisnęła.
Zachichotałam. –‘ Ja też go kocham. Jesteśmy naprawdę blisko po tym jak byłam w śpiączce.’ – wyjaśniłam. –‘ On jest cudownym chłopakiem, Jazzy’.
-‘ Zgadzam się,’ – powiedziała następnie przygryzła wargę. –‘ Wychodzę z nim znowu dzisiaj wieczorem ponieważ jutro wyjeżdżamy ale naprawdę nie chcę wyjeżdżać jeszcze więc porozmawiałam z mamą i pozwoliła mi zostać tutaj z tobą i Justinem na dodatkowy miesiąc po tym jak skończę szkołę’.
Przytuliłam ją mocno. –‘ To super!’ – powiedziałam czując podsycenie.
-‘ Wiem. Jestem podekscytowana.’ – uśmiechnęła się. –‘ Ja, um, nawet sprawdzałam klasy w college i mają program artystyczny wiesz, ten co Rayne studiuje? No więc być może będę składać podanie na następny semestr.’ – uśmiechnęła się szeroko.
Krzyknęłam i przytuliłam ją ponownie. –‘Możesz całkowicie mieszkać ze mną i Rayne, pokój gościnny może być twoim pokojem!’ – zapewniłam ją a ona krzyknęła znowu.
-‘ O co chodzi z tymi wszystkimi krzykami?’ – Jaxon spytał spacerując do pokoju z Tibblesem na rękach.
Podał mi Tibblesa, przytuliłam go do siebie, więc będąc istotą jaką jest po prostu poszedł spać. –‘ Jazzy zostaje tu na dodatkowy miesiąc wygląda na to ,że będzie składać podanie na uniwersytet w następnym semestrze,’ – odpowiedziałam mu uśmiechając się szeroko.
Jaxon zmarszczył brwi. –‘ Więc wy oboje będziecie mieszkać tu. Jestem jedyny który chce wrócić do domu?’.
Jazzy potrząsnęła głową, -‘ Mam zamiar być tu przez miesiąc później wracam do domu aż do następnego semestru który jest w następnym roku. To college Jaxon. Dorastam.’ – powiedziała. 
Jaxon uśmiechnął się. –‘ Wiem, wiem. Po prostu tęsknie za Justinem w domu ,a teraz i ty odejdziesz,’ – przerwał. –‘ Może powinienem poszukać sobie dziewczyny?’ – zasugerował co wywołało u mnie i u Jazzy śmiech.
-‘ To dobry pomysł bracie ale będziesz widzieć mnie i Justina i dużo więcej. Będę za tobą za bardzo tęsknić ,żeby nie odwiedzać ciebie, mamy i taty.’ – Jazzy powiedziała i przytuliła go mocno.
-‘ Awe,’ – powiedziałam na co oboje popatrzyli na mnie z szerokimi uśmiechami na twarzach.
Zaczerwieniłam się. –‘ Nie chciałam zepsuć tej chwili.’ – uśmiechnęłam się na co się zaśmiali.
Jaxon mrugnął do mnie na co gwałtownie się zaczerwieniłam. –‘ Jaxon przestań dręczyć Kyah!’ – Pattie głos zabrzmiał na co westchnęłam z wdzięcznością.
Fakt ,że Jaxon widział mnie nagą i to że rusza swoimi brwiami na mnie kiedy tylko ma szanse wprawia mnie w szaleństwo z  upokorzeniem. Każdy bierze to na siebie ,żeby mu przerwać to za co jestem im wdzięczna.
-‘ Po prostu się z nią bawię,’ – wstał i pocałował mój policzek. –‘ KIND OF’ – szepnął na co Jazzy kopnęła jego tyłek sprawiając u niego chichot kiedy siadał na sofie na przeciwko mnie i nacisnął na telewizor.
Przez następne dwie godziny oglądaliśmy przypadkowe programy natomiast Jazzy zdrzemnęła się a Pattie sprzątała dookoła – mimo ,że powiedziałam jej żeby tego nie robiła. Musze mieć atak ponieważ kiedy obudziłam się moja szyja była zbyt wilgotna.
Jęknęłam i wyprowadziłam moją głowę z wrażenia. Justin polizał mnie na co mruknęłam przekleństwa i poruszyłam się ponownie ale w tym czasie poczułam włoski drażniące moją szyję. Otworzyłam oczy i spotkałam duże brązowe oczy które otaczała biała sierść. –‘ Zazwyczaj nie całuję się na pierwszej randce Tibbles.’ – powiedziałam na co on warknął.
Usłyszałam za sobą śmiechy więc usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Harley i Justin jedli frytki na kuchennym blacie rozmawiając. –‘ Myślałam ,że mnie całujesz.’ – powiedziałam do Justina a potem na Tibblesa.
-‘ Wole twoje buziaki, kolego,’ – szepnęłam i poczułam jak coś uderza moją głowę z Justinem mówiącym –‘ Hej!’.
Popatrzyłam w dół i zobaczyłam że to była frytka. Podniosłam ją i włożyłam sobie do ust,  uśmiechnęłam się kiedy Justin do mnie mrugnął. –‘ Chcesz trochę?’ – spytał na co pokiwałam.
Harley podzielił się częścią ze mną co Justin też zrobił. Zjadłam parę garści następnie podniosłam z podłogi moje kule. –‘ Potrzebujesz pomocy?’ – Harley zapytał kiedy dotknęłam do moich nóg.
Doskoczyłam drogą do przedpokoju. –‘ Nie. Muszę sobie poradzić z dotarciem’, - powiedziałam i skakałam na dół do łazienki.
Weszłam do łazienki i poszłam do toalety następnie zaciągnęłam się do umywalki ,żeby umyć ręce. Głupia ja potknęłam się i wylądowałam na plecach. Na szczęście nie zraniłam swojej nogi, moje plecy krzyczały z bólu, to było bardziej pozbywające tchu niż cokolwiek innego.
Justin i Harley wpadli do pomieszczenia na co zawołałam. –‘ Wszystko dobrze,’ – powiedziałam a oni pomogli mi wstać.
Wzięłam moje kule i podskoczyłam do pokoju z Justinem i Harleyem na moich piętach. Usiadłam i westchnęłam następnie podniosłam moją nogę. –‘ Ta czuje się dobrze’. – powiedziałam chichocząc.
-‘ Chcesz zdjąć swój gipsowy but?’ – Harley zapytał.
Pokiwałam więc ostrożnie odpiął mój but a ja wyjęłam z niego nogę. ‘To odczucie jest dziwne’ – powiedziałam starając poruszać nią ale skrzywiłam się z bólu.
-‘ Nie ruszaj tym po prostu niech trochę powietrza na nią wpadnie.’ – Jaxon powiedział kiedy wszedł do pokoju. –‘ Chcesz ,żebym sprawdził twoje szwy?’ – spytał na co pokiwałam.
Chwyciłam rękę Harleya kiedy usiadł obok mnie. Jaxon odwinął moje bandaże na co Justin jęknął. –‘ Cholera jasna. Sądzisz ,że to powinno tak wyglądać chłopie?’ – Justin spytał Jaxona.
Popatrzyłam na moją stopę  panikując ,że jest coś źle i zobaczyłam ,że była bardzo posiniaczona i spuchnięta. Popatrzyłam na moje szwy i jęknęłam. –‘ Wygląda obrzydliwie’ – potwierdziłam zmartwienia Justina.
Jaxon pokiwał głową. –‘ Goi się. Opuchlizna schodzi a twoje szwy będą zdjęte w przeciągu tygodnia.’ – wytłumaczył na co skinęłam.
-‘ Nadal nie mogę uwierzyć że  jest stalowa szpilka w mojej nodze.’ – powiedziałam na co Justin pokiwał zgadzając się.
-‘ Upadła w łazience. Myślę ,że nie powinna się ruszać dopóki jej rehabilitacja się nie zacznie.’ – Justin zasugerował.
-‘ Nie ma mowy, Mam jutro wieczorem zawody,’ – zmarszczyłam brwi.
-‘ Nie ma mowy że pójdziesz jutro do Jed’s kochanie,’ – Justin stwierdził na co na twarzach moich braci wyczytałam że myślą tak samo.
To jest to co wy trzej myślicie.
Popatrzyłam na całą trójkę i uśmiechnęłam się słodko.
Wygląda na to ,że wymykam się jutrzejszego wieczoru.


                                     ***
Mamy kolejny rozdział ! Jak wam się podobał ? Przepraszam jeśli są jakieś błędy, wstawiam rozdział z telefonu :) 

Dominika

8 komentarzy:

  1. Ona jest taka uparta, że kocham ją bardziej niż Justina i jej wszystkich braci :D

    OdpowiedzUsuń
  2. stooop, ten przetłumaczony rozdział to jakiś żart, tak bardzo jak kocham to ff, tak bardzo nie chce go teraz czytać jeśli będzie ta tłumaczka
    serio?justin zawiózł swoją siostrę na zakupy ROWEREM?przeczytałam tylko do tego momentu,a oczy nie bolą mnie tylko od tego,ale również od interpunkcji
    jeśli macie tak tłumaczyć lepiej nie tlumaczcie tego wcale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń